Albania – Bunkry, Dresy i Mercedesy – subiektywne, Szpacze spojrzenie

Ta przygoda zaczyna się zaraz po przekroczeniu granicy Macedonii z Albanią. Macedonia jak twierdzi Mucha w sieci, „mała Turcja”, u mnie też w zasadzie szoku kulturowego brak. Ale Albania? To już zupełnie inna para kaloszy, albo laczków z pomponem. Tutaj szok od samego początku. Zdziwienie nie opuszczało mnie w zasadzie wcale. Od momentu kiedy nasz rozklekotany autobus minął granicę do momentu kiedy zasnąłem pierwszego dnia w hostelu. Nie znaczy to jednak że kolejne dni nie dostarczały wrażeń, każdy następny tylko dodawał zdziwień i niedowierzań. Zacznijmy jednak od momentu kiedy przekroczyliśmy granicę i w głowie pojawiła się myśl „welcome to Albania”.

          Rozklekotany autobus wlókł się po górskich drogach. Serwował pasażerom solidną porcję spalin do środka, która ewidentnie kontrastowała z myślą o świeżym powietrzu za oknem, którego oczywiście nie dało się otworzyć. Widok na piękne Albańskie góry przeplatał się z wszechobecnym betonem. Jako wychowanek jednego z Wrocławskich blokowisk z wielkie płyty, powinienem być na beton uodporniony, jednak tutaj ewidentnie coś mi nie pasowało. Może to że był on wszechobecny? Wszechbeton. Tak, to dobre słowo obrazujące ten widok. Wszechbeton! Powtórzę jeszcze raz, dobitniej, aby dotarło. On był wszędzie. Słupy, tunele, ruiny, niedokończone i umarłe budowle, konstrukcje niewiadomego pochodzenia, tym bardziej przeznaczenia. Jak stwierdziła Mucha, nawet koryta rzek były wybetonowane. Dosłownie wszechbeton. To było pierwsze spostrzeżenie i właściwie było z nami przez cały pobyt w tym kraju. Można by powiedzieć że Albania betonem stoi.
W połowie skończone budynki przy drodze to normalny widok w Albanii.

 

Tak samo jak różne straszaki nie wiadomego przeznaczenia.

 

Wszechbeton!

 

         „I co są bunkry?” pozwolę sobie zacytować klasyka polskiego kina, są i to wszędzie. To kolejne spostrzeżenie które od razu się nasuwa. Bunkry widać na każdym kroku, w górach, przy drodze, na polach, a i pewnie sporo ich też nie widać. Po co? No właśnie po co do cholery im tyle tych bunkrów. Ponoć były dyktator Albanii Enver Hodża żył w ciągłym wręcz paranoidalnym strachu przed agresją innych krajów na jego państwo. Dlatego postanowił ufortyfikować je i w razie potrzeby bronić do upadłego. Nikt tak naprawdę nie wie ile schronów powstało, a liczby zależnie od źródeł mówią że od 500-700 tysięcy. Według danych z 2012 roku ludność Albanii wynosiła lekko ponad 3,2 miliona, co daje jakieś 5-6 osób na jeden bunkier. Jest potencjał!
Bunkry występują wszędzie, w stolicy też.

 

 

 

Przy trasie jednak jest ich dużo więcej.

Swego czasu szczytem popisówy w Polsce była fura, skóra i komóra. Albania od razu pokazuje że jest inaczej tutaj rządzi dres i mercedes. Panowie chętnie poruszają się cicho szeleszcząc. Do dresiku adidasa, adonisa, innej marki lub bez marki wcale zakładają różne buty zależnie od okazji. Dres plus adidaski, to wersja sportowa, dres plus lakierki wersja wieczorowa, dres plus gumofilce czyli rolnik szuka żony. Patrząc na Albańskie drogi zobaczymy że królują tutaj Mercedesy, poważnie starych Mercedesów w Albanii jest pewnie tylko ciut mniej niż bunkrów. Na potwierdzenie moich słów powiem wam że w Albanii kawałek trasy robiliśmy autostopem, na cztery złapane podwózki trzy to były Mercedesy a jedna to Audi. Jeśli nie Mercedes to musi być Audi, BMW lub inne dobrej marki auto.

          Wspomnę też ciutkę o ludziach, bo kto mnie zna ten wie że spotkania z ludźmi cenię sobie najwyżej. Przeciętny Albańczyk nie jest zbytnio wylewny, nie uśmiecha się jak pajac sam do siebie na ulicy. Starsi Panowie chętnie przesiadują w któreś z tysięcy knajpek, często pewnie spędzając w nich pół życia, bo wpasowali się już w wystrój miejsca, albo wystrój jest dopasowany do nich, nie wiem. W każdym razie po prostu pasują do tych miejsc, ale uśmiech na ich twarzach gości rzadko. Jednak brak uśmiechu nie oznacza że ludzie są nie mili, wręcz przeciwnie odnoszę wrażenie ze Albańczycy często lepiej rozumieją znaczenie słowiańskiej gościnności niż sami Słowianie. Gościnność z którą miałem okazję zobaczyć była podobna do naszej Polskiej, gość w dom czyli alkohol na stół. Tak poznałem i polubiłem się z Albańską raki, która rzekomo różni się od Bałkańskiej Rakiji, a kim ja jestem żeby się spierać.
          Co do turystyki w Albanii to muszę powiedzieć że jest pół na pół. Są miejsca które człowiek zobaczy i absolutnie żałuje że już nie może tego odzobaczyć. Są też miejsca które są absolutnie wyjątkowe, które po prostu trzeba zobaczyć. Zarówno o tych pierwszych, jak i drugich będę jeszcze pisał w następnych postach, a linki do nich pojawią się tutaj również, więc oczekujcie kolejnych postów o Albanii.
Widok z miasta Kruja, w oddali widać morze.
Berat zwany miastem tysiąca okien.

 

Bazar w Kruji.
          Jest w tytule, ale muszę to powiedzieć jeszcze raz. Jest to subiektywne moje spojrzenie na ten kraj. Ludzie którzy byli tam dłużej, znają kraj lepiej mogą mieć inne zdanie i nie będę się kłócił że moja prawda jest bardziej mojsza niż Twojsza.
          Podobał Ci się ten post? Znasz Albanię? Masz inne zdanie na jakiś temat? Coś trzeba by dodać lub gdzieś się zagalopowałem? Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Chcesz pomóc mi w pomóc i docenić moją pracę? Udostępnij i pokarz znajomym tego bloga.

Comments

  1. Ee, ja tam myślałem, że bardziej Cię zszokowała Albania, a to tutaj sam beton i dziadoski autobus. Nie jest źle 🙂 Kraj się buduje na potęgę, a budowle w stanie surowym są dobrym obrazem tego, że wiele rzeczy zaczynają, a niewiele kończą 😉

  2. Oooo…widzę, że i Ciebie zagnało do Albanii 🙂 Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy. Może dowiem się czegoś nowego i chętnie poznam Twoje odczucia co do tego kraju 🙂 Bo moje, choć od podróży minęły już dwa miesiące, nadal są bardzo mieszane 🙂 Pozdrawiam!

  3. Jestem bardzo ciekawa kolejnych wpisów! Miałam okazję zobaczyć Albanię z bardzo turystycznej strony i mimo tego, w zależności od miejscowości baaardzo się różni. Moim zdaniem w Albanię albo można kochać, albo nienawidzić, nie da się przejść obok niej obojętnie.

  4. Wiesz po Azji Centralnej, to Albania mnie nie zszokowała. Fakt jest taki że bliżej jej do Kirgistanu niż Europy… ale jak dla mnie to akurat można liczyć na plus. 🙂

  5. Odczucia też mam bardzo mieszane, bo jest to kraj który mnie bardzo zaskoczył. Nie spodziewałem się że taki klimat w Europie można jeszcze spotkać. Całkowicie inny klimat niż reszta Europy, czy nawet Bałkanów.

  6. No ja właśnie na odwrót. Nie byłem na plaży w turystycznych miejscach, Berat czy Kruja owszem turystyczne ale po za sezonem, więc też tłumów nie było. Zgadzam się że nie da się przejść obok obojętnie, każdy ma swoje spostrzeżenia i to jest piękne. 🙂

  7. cokurde says:

    z tymi niedokończonymi budowami to nie jest wcale tak, że oni nie chcą ich kończyć. tu chodzi o podatki. bardzo popularna akcja praktycznie na bałkanach przecież

  8. Oliwia says:

    Nie interesowałam się Albanią, dopóki nie byłam na Korfu i Polacy, których tam poznaliśmy zaczęli nam o niej opowiadać. Ceny są znacznie korzystniejsze niż w Grecji – co jednak ma spore znaczenie na wakacjach – a miejsca są bardzo urokliwe. Berat prezentuje się fantastycznie! 😉

  9. Cenowo jest na pewno przystępnie, jednak co do kraju to jest on specyficzny ale przez to ciekawy. Berat jak dla mnie punkt obowiązkowy w Albanii.

  10. Albanię odwiedziliśmy pierwszy raz w tym roku i niestety pojechaliśmy na wybrzeże w szczycie sezonu turystycznego do Ksamilu, co było bardzo złym pomysłem – natomiast mijane krajobrazy oraz przewodnik sprawił że myślę że świetnym pomysłem byłoby wybrać się tam w maju-czerwcu, jak nie będzie tak gorąco i zobaczyć ten piękny kraj.

  11. Nie miałem okazji być w sezonie, ale szczerze nie cierpię tłumów turystów i podobało mi się bardzo w październiku. Myślę że maj-czerwiec może być równie dobrym czasem. 🙂

  12. Anonimowy says:

    "Pokarz" znajomym? Serio?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *