Skrzyczne, Beskid Śląski. 18/28 KGP

 

Skrzyczne (1257 m n.p.m.) najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, od dawna chodził mi po głowie, ale z rodzinnego Wrocławia zawsze bliżej jest wyskoczyć na weekend w Sudety, niż w odleglejsze Karpaty. W Beskidzie Śląskim bywałem przejazdem kilkukrotnie i zawsze urzekał mnie on swoim urokiem, tym razem wreszcie miałem mieć okazję przedeptać kilka szlaków i zmierzyć się z najwyższym szczytem tego pasma. Plan pierwotny zakładał zdobycie dwóch szczytów Korony Gór Polski za jednym wyjazdem, mianowicie Skrzyczne i Czupel. Plany jednak mają to do siebie że lubią się zmieniać, a jak było z nami dowiecie się za chwilę. 

W Beskidy ruszać nam pora!

Nie chcąc tracić czasu ruszamy w piątek od razu po pracy. W tą część gór z Wrocławia chyba najlepiej jest dojechać blablacarem, na który się decydujemy. Planowo około 18 powinniśmy dotrzeć do Bielska-Białej skąd chcemy ruszyć na szczyt Magurki (909 m n.p.m.), gdzie w schronisku mamy zamiar spędzić noc. Niestety dwa kolejne wypadki na autostradzie A4 powodują spore opóźnienia na trasie i finalnie dopiero po 20 meldujemy się na szlaku. Na nasze szczęście trafiliśmy na fantastycznego kierowcę, który podrzucił nas na Przełęcz Przegibek skąd mieliśmy już tylko godzinę marszu do schroniska. Godzina była w teorii a w praktyce zeszło nam jakieś pół godzinki i możemy odhaczyć pierwszy szczyt. Schronisko PTTK na Magurce na pewno może się podobać niestety ceny pokoi powalają (pokój wieloosobowy 40zł od osoby, a dwójka 45zł od osoby), kolejnym sporym minusem jest zamknięcie schroniska na cztery spusty o godzinie 22. W naszym przypadku właśnie ta druga rzecz miała większe znaczenie, bo planowo właśnie dzisiaj chcieliśmy jeszcze wejść na pobliski szczyt należący do Korony Gór Polski czyli Czupel (933 m n.p.m.).

Pierwszy zdobyty szczyt czyli Magurka.
Ruszamy na szlak. Tak bardzo się cieszymy, a w tle Klimczok.
Klimczok
Przed nami Skrzyczne w całej okazałości
Uroki na trasie

Najpierw Klimczok

Poranek zapowiadał piękną pogodę i wspaniałe widoki. Zjedliśmy śniadanie, ale tak naprawdę głodni byliśmy drogi i chcieliśmy jak najszybciej wyruszyć na szlak. Niestety wczorajszy Czupel został odpuszczony, na dzisiaj czekała nas całkiem spora wyrypa, ale w kierunku Beskidu Śląskiego, cel to Skrzczyne. Beskid Mały zostawiliśmy sobie na inny termin. Pierwsze kroki skierowaliśmy niebieskim szlakiem ku dolinie, aby przejść przez miejscowość Wilkowice i wspiąć się na Klimczok (1117 m n.p.m.). Pogoda była fantastyczna, a szczyt był pełen ludzi, dlatego postanowiliśmy tylko przyklepać nasz pobyt i uciekać dalej. Jednak uwagę naszą przykuła Chatka na Klimczoku i otaczający ją skalniak. Chatka jest przyjemną rupieciarnią w której można znaleźć mnóstwo ciekawych dupereli. Skalniak jest bardzo nietypowy ponieważ tworzą go kamienie przywiezione przez turystów ze szczytów górskich z całego świata.

Chata na Klimczoku
pełna gadżetów i niewidomo jeszcze czego
Taki tam skalniaczek
Są i moje Sudety 🙂
Ktoś tu chyba czegoś zapomniał 😉
Z Klimczoka na Skrzyczne jest kawałek

Czas na atak szczytowy na Skrzyczne!

Jeden szczyt w ciągu tak sprzyjającej pogody nie byłby w naszym stylu. Czerwonym szlakiem ruszamy do Szczyrku, a potem przez szlak niebieski podejmujemy walkę z najwyższym szczytem Beskidu Śląskiego czyli ze Skrzycznem. Przyznam się szczerze że podczas pierwszego etapu podejścia mając w nogach dzisiejsze kilometry i Klimczok, dość mocno spuchłem. Na szczęście odpoczynek w cieniu drzew i zimne piwko (Radler) postawiło nas na nagi. co pozwoliło ruszyć z nowymi siłami na atak szczytowy. Podejście było dość długie ale szczyt okazał się warty każdego kroku i każdej kropli potu. Niestety nie mogę powiedzieć tego o schronisku na szczycie Szkrzycznego, które zrobiło na mnie fatalne wrażenie. Obsługa nie miła, a zamiast zamówionego sprite dostaliśmy wodę. Jedynym plusem było naprawdę dobre ciasto drożdżowe.

Niebieskim szlakiem na Skrzyczne
Widoki, widczki
Czyżby Babia Góra? 😉
Przed chwilą tam byliśmy. Widok ze Skrzycznego na Klimczok.
Jezioro Żywieckie
Szczyt już tuż, tuż
Upragniona tabliczka… Skrzyczne (1257 m n.p.m.)
Zmęczony, ale 18 szczyt zdobyty.
W oddali Babia Góra kusi 🙂

Dzień chylił się ku końcowi, a my musieliśmy dostać się jeszcze dzisiaj do Żywca. Najpierw ruszyliśmy niebieskim szlakiem ku miejscowości Lipowa, a następnie autostopem do miasta. Przygodę górską skończyliśmy tego dnia, w niedzielę w Żywcu odbywał się półmaraton w około jeziora Żywickiego który był naszym prawdziwym celem na ten weekend. Ja jako kibic, a Angelika jako biegacz.

 

Zajawka wpisu na moim kanale youtube:

Masz ochotę poczytać o innych szczytach z Korony Gór Polski które zdobyłem? Zapraszam
http://www.podrozepanaszpaka.pl/category/kgp

Podobał Ci się ten post? Znasz Beskidy i chcesz coś dodać, lub chcesz o coś zapytać? Pozostaw ślad w postaci komentarza. Jeśli chcesz pomóc w rozwoju bloga udostępnij dalej niech trafi do większego grona czytelników.

 

Comments

  1. Irmina says:

    Chętnie bym się bliżej przyjrzała tej chatce- wśród takiej rupieciarni musi się kryć jakaś perełka!

    1. mrszpak says:

      Ciężko powiedzieć co tam było i czego tam nie było 😉

  2. Damian says:

    Brawo! Ile dajesz sobie czasu na zdobycie reszty KGP?

    1. mrszpak says:

      Tak naprawdę to czas minął jakieś dwa lata temu 😛 teraz już nie mam spiny 😉

  3. Szymon says:

    Chcemy relację z półmaratonu, a nie z jakiegoś KGP 😛

    1. mrszpak says:

      To trzeba do Angeli się odezwać 😉

      1. Szymon says:

        Może jakiś dział „fit” na swojej stronie oddasz Angeli? 🙂

  4. Pięknie p. Szpaku! Tylko jak to jest, że tak mało Cię na zdjęciach? Na szczęście urocza dziewczyna w stroju outdoorowym kompensuje nidobór twojej spaczastej brody. (-:,

    1. Wiesz jak jest, ja stoję po drugiej stronie obiektywu. 😉

  5. Góry są niesamowite! – i mówi to facet, który większość swojego życia spędził po drugiej stronie, po 20 km od morza. 😀

    1. Mateusz says:

      Panie Hubercie, zazwyczaj jest tak, że przeciwieństwa się przyciągają. Mam tak samo, kocham góry, a mieszkam blisko morza. Pozdrawiam! 🙂

      1. Żyjąc niedaleko morza chce się jechać gdzieś indziej. Chociaż ja mam stosunkowo niedaleko w Sudety i wolę tam niż nad morze. 😉

  6. Kasia says:

    A ja mam zupełnie odwrotnie. Kocham morze, a do gór się nie mogę przekonać. Czy to prawda, że jak się mieszka nad morzem to prawie się go nie „odwiedza” nie przychodzi na plaże?:)

    1. Ciekawe pytanie i ja się podłączam. 🙂

  7. właśnie sobie uświadomiłam jak dawno mnie tam nie było… Beskid Śląski nie jest na szczęście tak oblegany i można zapomnieć o ludziach na szlaku.

    1. Nam się niestety nie udało zapomnieć a szlaki były uczeszczane, choć faktycznie nie tak bardzo jakby mogły wskazywać na to warunki pogodowe… 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *