Umarł Król, niech żyje Król!!! – Czyli rok się kończy, rok się zaczyna… 2017/2018

Co roku przychodzi czas podsumowań i snucia planów na kolejny rok. Od 2014 roku prowadzę bloga i właściwie co roku robię publiczne rozliczenie samego siebie. Co się udało zrealizować? czego się nie udało? Co fajnego robiłem w 2017 roku? I jakie stawiam sobie cale na 2018 rok? O tym opowiem za chwilę. 

Jaki był 2017? Właściwie to się nad tym zastanawiam i sam nie wiem. Jedno jest pewne był inny niż poprzednie lata i zdecydowanie mogę go zaliczyć do udanych. Był inny choćby pod tym względem że z końcem 2016 roku podjąłem ponownie pracę na pełnym etacie i wszystkie podróże musiałem wplatać między obowiązki pracownicze, ciężko było zorganizować się czasowo i na koniec tego roku musiałem dobrać już kilka dni urlopu bezpłatnego (:P). Jednak praca na etacie ma swoje plusy, a jest nim przede wszystkim pensja wpływająca na konto co miesiąc.

Drugim i ważniejszym aspektem odróżniającym ten rok od poprzednich jest towarzystwo. W zdecydowanej większości podróży, wędrówek i w życiu codziennym towarzyszyła mi Angelika, dzięki której sporo się zmieniło. Górsko to ona jest motorem napędowym i co chwilę podnosi mi poprzeczkę. Kiedy pojechałem na swoją wyprawę do Azji Centralnej i zamknąłem projekt odwiedzenia wszystkich krajów byłego ZSRR, czekała na mnie w domu, a ja poznałem wreszcie co to znaczy tęsknić. Po raz pierwszy chciało mi się wracać do domu.

Z wizytą u Bolka i Lolka w Bielsku-Białej

A podróżniczo? Właściwie to 2017 rok był rokiem przede wszystkim górski, średnio dwa weekendy w miesiącu spędzaliśmy w górach. Przeszliśmy na raty Główny Szlak Sudecki, zdobyliśmy wiele szczytów górskich (w tym kilka z Korony Gór Polski). Wypraw zagranicznych nie było wiele, ale wschód oczywiście odwiedzałem, była dwa razy Ukraina, był Kazachstan i był wreszcie Uzbekistan dzięki któremu mogę powiedzieć że odwiedziłem wszystkie republiki byłego Związku Radzieckiego!

Tak, to był udany rok. W telegraficznym skrócie przedstawiał się tak:

Styczeń:

Rozpoczynając pracę na etacie, od razu zgłosiłem że jeszcze na styczeń mam zaplanowany wyjazd i absolutnie nie można go odwołać, #PKSnaZorzę czyli polowanie na zorzę polarną w Finlandii z Szymonem Podróżnikiem i Sądeckim Włóczykijem. W Finlandii spędzamy tydzień z czego trzy noce możemy poświęcić na polowanie, każdej nocy się udaje! Rok zaczynam z grubej rury!

Zorza polarna w Rovaniemi w Finlandii

Luty:

Zaczynamy z Angelą wspólne przejście Głównym Szlakiem Sudeckim na weekend. Pierwszy etap to Góry Izerskie, zima szybko weryfikuje umiejętności i kondycję, widać braki w porównaniu do Angeli, ale walczę, bo nie chcę wyjść na leszcza (:P). Reszta miesiąca już jest pod znakiem prezentacji, bo mam ich kilka.

Karkonosze zimą

Marzec:

Drugi etap GSSa czyli zimowe Karkonosze, warunki trudne ale mam okazję zmierzyć się z rakami. Zima w górach daje w kość, ale daję też sporo satysfakcji. Reszta miesiąca to szlajanie się po różnych festiwalach podróżniczych w Polsce (Gryfino, Gdynia, Opole).

Główny Szlak Sudecki przez Karkonosze

Kwiecień:

Zaczynamy od powrotu do Korony Gór Polski. W Beskidzie Śląskim zdobywamy Skrzyczne, a w Beskidzie Małym odbijamy się od Czupla, na ten niestety trzeba będzie wrócić i go poprawić. Długo nie trzeba czekać i wracam w te okolice, tym razem na Śląsk Cieszyński, miasto Cieszyn oraz 3 Bros Hostel, po raz czwarty jest gospodarzem ogólnopolskiego spotkania blogerów podróżniczych. Lada chwila święta, a my zamiast święcić jajka, wsiadamy w samolot i lecimy do Kijowa, skąd potem na piękne Zakarpacie.

Ukraina – Zakarpacie

Maj:

Majówka tyle wolnych dni trzeba dobrze wykorzystać. Razem z kolegami robimy męski wypad na Ukrainę, Lwów i Odessa to zawsze dobre kierunki. W dobrym towarzystwie czas szybko leci i trzeba wracać do domu, ale w Polsce też nie jest źle, za chwilę ruszamy znowu ma GSSa, to już czwarty etap przez Góry Kamienne i Góry Sowie. I oczywiście festiwale, na których zawsze można spotkać przyjaciół (Wrocław i Głogówek).

Odessa

Czerwiec:

To chyba najmniej podróżniczy miesiąc w tym roku, etat trzyma mnie mocno we Wrocławiu, a jeszcze weekendy przyszło mi spędzić w pracy. Co gorsza przyszło mi odwołać wyjazd do Bośni i Hercegowiny. Ledwo udaje się wyskoczyć na jednego GSSa w Góry Kamienne i Góry Sowie.

Gdzieś w Górach Kamiennych

Lipiec:

Zaczynamy od krótkiego wyskoku do Czech, dokładnie w Jeseniki i próbę wejścia na najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich czyli Pradziada, niestety pokonuje nas własna głupota. Spontaniczny wyjazd okazał się średnim pomysłem. Mija tydzień a ja wracam do Czechy tym razem do Ceskie Skalice, kolejny męski wypad.

Wysoki Wodospad w Jesenikach

Sierpień:

Angela poleciała zmierzyć z Kaukazkimi górami, a ja jadę zobaczyć czy nasze Polskie morze nadal jest tam gdzie było i czy Mielno jest nadal imprezowe. Tydzień później dla równowagi piąty etap GSSa w Górach Sowich i Stołowych. Via ferrata to jest to! Ostatni weekend sierpnia jedziemy do Czech, a dokładnie do Deczyna i Czeskiej Szwajcarii z myślą o wspinaniu się na drogach żelaznych, jest moc.

Zdobywamy via ferratę w Decincie w Czechach

Wrzesień:

Planowałem to dość długo i w końcu nadszedł czas wyjazdu do Azji Centralnej. Kazachstan i Uzbekistan, to moje główne cele w tym roku, a właściwie to ten drugi bardziej. Kończę „zaliczanie” krajów byłego ZSRR. Miesiąc mija szybko, a ja mam do kogo wracać.

Wraki w Mujnaku nad Morzem Aralskim
Samarkanda w Uzbekistanie

Październik:

Czas wrócić na GSSa etap szósty w Góry Bystrzyckie i Orlickie. Zapisujemy się z Angelą na kurs przewodników Sudeckich, na najbliższe dwa lata związujemy się z SKPSem i powoli zaczynamy snuć plany. Nie samymi Sudetami jednak się żyje, jeden weekend w Pieniny i Beskid Sądecki to dobra odskocznia, a pretekstem jest oczywiście Korona Gór Polski, zdobywam Wysoką i Radziejową. Przyjemność ponoć lubi się powtarzać, nie mija tydzień a my znowu w Beskidach, tym razem Beskid Wyspowy.

Jesienny widok w Pieninach

Listopad:

Kiedy Polacy masowo ruszają na groby bliskich, nałogowi góroholicy ruszają w góry. Góry Złote i Góry Bialskie to świetne połączenie i możliwość zdobycia dwóch szczytów KGP z jednym zamachem Kowadło i Rudawiec zdobyte w święto 1 listopada. Jeszcze w tym samym tygodniu pakujemy się i jedziemy do Gdańska, gdzie czeka mnie pierwszy w życiu bieg, przebiegam 5km i zdobywam medal, bo każdy ma swój Everest! Tydzień później rewizyta, Gdańsk przyjeżdża do nas i jednodniówka z wejściem na Wielką Sowę. Góry i pagóry nam w głowie tylko, jeszcze w tym miesiącu zaliczamy siódmy etap GSSa przez Masyw Śnieżnika i Góry Złote, oraz wycieczkę kursową w Góry Bystrzyckie. To był pracowity miesiąc, bo dochodzą do tego prezentacje w Łodzi i Warszawie.

Gdzieś w Górach Bialskich lub Górach Złotych, już sam nie wiem

Grudzień:

Ostatni miesiąc roku i czas zamknąć pewne sprawy, choćby Główny Szlak Sudecki, w etapie 8 docieramy przez Pogórze Paczkowskie i Góry Opawskie do Prudnika. Jak mówiłem rok bardzo górski więc kończymy go w Bieszczadach, niestety samego Sylwestra przyjdzie nam spędzić we Wrocławiu w pracy, trzeba zarabiać na kolejny rok!

Wielka Rawka w Bieszczadach

Plany na 2017 i co zrealizowałem:

1. Azja Centralna z dużym naciskiem na Uzbekistan. – Zrealizowane w 100%
2. Fińskie polowanie na zorzę w styczniu na kole podbiegunowym. – Zrealizowane w 100%
3. Kontynuacja zdobywania Korony Gór Polski. – 5 nowych szczytów zdobytych
4. Podróżować jak najwięcej! Planów nie snuję za dużo, zobaczymy co przyniesie los. – nie było dużo planów, ale podróży sporo

Rok 2017 w liczbach:

1 – tyle krajów odwiedziłem po raz pierwszy (Uzbekistan)
2,85 – tyle razy od 0 m n.p.m. wszedłem na Mount Everest
3,5 – tyle lat potrzebowałem aby odwiedzić wszystkie republiki byłego ZSRR
5 – tyle kilometrów przebiegłem w oficjalnym biegu
8 – tyle weekendów poświęciliśmy na przejście Głównego Szlaku Sudeckiego
9 – chyba tyle prezentacji podróżniczych miałem w tym roku
18 – tyle postów opublikowałem na blogu w 2017 roku
25 – tyle dni trwał mój najdłuższy tegoroczny wyjazd
109 – około tylu dni spędziłem w podróży w 2017 roku (mimo pracy na pełnym etacie)
440 – około tylu kilometrów ma Główny Szlak Sudecki
700 – około tylu kilometrów zrobiłem pieszo po szlakach w tym roku

10 „ciekawych” rzeczy które zrobiłem:

1. Upolowałem na zorzę polarną na kole podbiegunowym.
2. Wspinałem się w rakach zimą w Karkonoszach.
3. Pierwszy raz wspinałem się na via ferracie, czyli drodze żelaznej.
4. Dotarłem nad morze którego nie ma.
5. Spacerowałem po Chiwie miasta z tysiąca jednej baśni i innych miastach Jedwabnego Szlaku.
6. Przeszedłem Główny Szlak Sudecki.
7. Odwiedziłem Św. Mikołaja w Laponii.
8. Jeździłem na zewnątrz auta terenowego, piłem samogon i robiłem wiele szalonych rzeczy na Zakarpaciu.
9. Spałem na plaży w Mielnie w środku sezonu.
10. Byłem fotomodelem w Kazachstanie.

Plany i marzenia na 2018 rok:

1. Wyjazd do Maroko i zdobycie najwyższego szczytu Afryki północnej Jebel Toubkal 4167m n.p.m.
2. Rowerowy wyjazd do Santiago de Compostela.
3. Przejść Główny Szlak Świętokrzyski.
4. Zamknięcie Korony Gór Polski (zostało 6 szczytów).
5. Przejść Szlak Warowni Jurajskich.
6. Przejechać na rowerze Szlak Orlich Gniazd.
7. Przejście grani Czarnohory w Ukraińskich Karpatach.
8. Zdobyć drogą żelazną Zugspitze 2962m n.p.m.
9. Jeszcze więcej chodzić po górach.
10. Podróżować byle dalej i dalej…

Comments

  1. Pięknie potoczył Ci się rok. Zazdroszczę odwiedzin Sw. Mikołaja i bardzo podoba mi się, że masz do kogo wracać, bo zawsze jest dokąd pojechać, ale nie zawsze dokąd wrócić. Trzymajcie się ciepło i pozdrawiam serdecznie z krainy kangurów.

    1. „Zawsze jest dokąd pojechać, ale nie zawsze dokąd wrócić.” bardzo mi się podoba to stwierdzenie… Również pozdrawiam z krainy krasnali 😛

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *