“Rosja vs Stany” etap 4, czyli w Omsk i daswidania Rasija…

          I znów prawie dwa dni w pociągu, ale tym razem to ja jak swojak zacząłem. Kapcie, kosmetyczka, rozgoszczenie się i szybko do spania, bo już późno było, a ja zmęczony.
          Rankiem można było przyjrzeć się towarzyszom podróży. Kobiecina po 50, z synem Sergiejem, Aleksiej gdzieś w wieku Sergieja czyli 20+ i babuszka w kąciku. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę, a w międzyczasie zapoznałem się z towarzystwem, rozmawialiśmy dość długo, więc i czas leciał szybko. Od Aleksieja usłyszałem bardzo miły komplement na temat mojego rosyjskiego..
“Ja Tiebia paniemaju, Ty mienia paniemajesz, tak haraszo gawaricie…”, nie ukrywam że było to dla mnie bardzo budujące. Aleksiej był Rosjaninem, który żył w Kazachstanie, pracował w Irkucku, a teraz właśnie wracał do domu, niestety nasze drogi biegły inaczej.
           Siergiej z Mamą i babuszka wysiedli w nocy, nawet się nie obudziłem, a Aleksiej w Nowosybirsku, wcześniej biorąc ode mnie namiary. Mi pozostało jeszcze jakieś 8 godzin w pociągu. Czas zleciał bardzo szybko. Dwie doby w pociągu? Czysta przyjemność, strach pomyśleć jak znowu w Polsce będę jechał naszym PKP do Dominika do Puszczy Noteckiej trochę ponad 3h, nawet nie będę siadał, bo po co skoro zaraz wysiadka. Nie ma to jak plackarta, czułem się w niej już tak swobodnie że zostawiłem tam swoje książki i suweniry, a raczej ich zapomniałem. To nie było dobre.

          O 16:50 czasu lokalnego, jak zwykle punktualnie pociąg zatrzymał się na stacji w Omsku. Wysiadłem i od razu skierowałem się do kas żeby kupić bilet na pojutrze do Pietropawłowska w Kazachstanie. Koszt to trochę ponad 600 rubli czyli jakieś 50zł, oczywiście za miejsce leżące w plackarcie. Następnie kierunek hostel, po drobnych problemach go odnalazłem, było by prościej gdybym zanotował wskazówki które mi wysłali na maila, albo chociaż spróbował je zapamiętać, ale po co? Przecież Szpakowski jest tak samo mądry jak przystojny, czyżby dlatego podróżuję sam?
          Jeszcze tego samego dnia poszedłem na spacer i na wieczorne piwko nad Irtysz. Piwo zamieniłam na lubiane w Rosji koktajle alkoholowe, które mają ok 7-8%. Ananas, pomarańcza, Wiśnia i Black Rusian, w takie smaki zaopatrzony ruszyłem szukać swojego miejsca. Znalazłam, trochę na uboczu, z widokiem na rzekę i w środku blokowiska, a jako zdeklarowany Blokers czułem się jak w domu. Koktajle nie bardzo mi przypadły do gustu, a wiśniowy smakował już w ogóle jak gazowany jabol, ohyda.
          Następnego dnia od rana ruszyłem w miasto. Zacząłem od pobliskiej stołówki gdzie za 135 rubli zjadłem barszcz i manty, na wzmocnienie. Szybko okazało się że miasto choć całkiem przyjemne i różniące się od Moskwy i Irkucka nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Na szczęście spotkałem młodą dziewczynę, która opowiedziała mi gdzie się udać i gdzie napić najlepszej kawy na Syberii, niestety musiała iść do pracy, więc na kawę poszedłem sam, dodam że kawa W kawiarni Skuratov kosztowała 160 rubli, czyli więcej niż obiad, ale skoro to najlepsza na Syberii to nie będę oszczędzał, fakt była bardzo smaczna i piłem ja z przyjemnością. Potem pokręciłem się jeszcze po mieście, co skutkowało tym że trafiłem na kawiarenkę internetową, stąd w międzyczasie posty ze zdjęciami. Na kolację poszedłem znowu na stołówkę, tym razem kurica z kołbasą, kartoszki i Syberyjska Korona (czyt. piwo z Omska), taki zestaw to koszt 250 rubli (ok. 20zł), a miałem oszczędzać. Na koniec swojego pobytu poszedłem nad Irtysz na zachód słońca.
          W Omsku poczyniłem kolejne ciekawe obserwacje. Rosjanie uwielbiają się całować, przytulać i są cholernie romantyczni. Widok wymalowanej i odstawionej Pani z Panem romantykiem w dresiku noszący torebunię swojej Damy jest wszechobecny. Kolejnym ważnym aspektem jest to że kwiaciarni całodobowych jest na pęczki, a monopolowego ze świecą szukać. Ot i ciekawostka…
          Następnego dnia kierunek Pietropawłowsk, potem Astana. Kazachstan nadchodzę…

P.S. Też tak uważam, ten etap jakoś tak mało ciekawy. Może ten Kazachski okaże się ciekawszy.

Masz jakieś pytanie? Podobało się lub nie? Coś chcesz dopowiedzieć? Zachęcam do pozostawienia śladu w formie komentarza… 🙂

Comments

  1. Monika says:

    To jak bardzo dużo zapomniałam z mojego rosyjskiego powstrzymuje mnie przed kierunkiem wschodnim…

  2. Ach, longiery to nalepszy zamiennik piwa z możliwych.

  3. ja w zasadzie nie znalem praktytcznie wcale Rosyjskiego i dalem rade :)))

  4. bleee… wole piwo… ;ppp

  5. Kwiaciarnie calodobowe? Tego to nawet we Francji nie daja. 🙂 Lubie te Twoje ciekawostki o Rosji. Niby bylam, ale jeszcze tyle sie mozna dowiedziec…

  6. To sie ktos ucieszyl z pamiatek i ksiazek…. Ponimaju, co musiales czuc, kiedy sie zorientowales, ze sobie pojechaly.. No ale, przynajmniej plecom bylo troche lzej;)

  7. Olga says:

    Długie podróże pociągami są najlepsze!
    A w to, że więcej kwiaciatrni niż monopolowych to nie chce mi się wierzyć!

  8. Miło to słyszeć. Polecam się na przyszłość…

  9. No sporo odciążyło to moje plecy, ale żal bo książki dobre….

  10. Też mnie to zastanawiało… 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *