#PKSdoBelgradu cz2, stolica bałkańskiego imperium – Belgrad

          Po męczącym wyścigu autostopowym o którym możecie poczytaj tutaj, dotarłem do Belgradu. Nadszedł czas na zwiedzanie i odpoczynek. Właściwie to postanowiłem zacząć od porządnego prysznica, a potem odpoczynku. Pierwszy wieczór przyszło mi spędzić samotnie, oczekując przyjazdu Szymona i Kuby, którzy do mnie dołączyli dopiero następnego dnia. Właściwie to po prysznicu poszedłem od razu spać, aby następnego dnia od rana ruszyć w miasto, które mnie urzekło przy pierwszym spotkaniu.

Dworzec w Belgradzie, czyli meta naszego PKSu.
          Wstałem jak na mnie bardzo wcześnie, a chwilę po siódmej byłem już gotowy do wyjścia. Nie wiedziałem o której mam się spodziewać chłopaków, wiedziałem tylko że o 14 mam odebrać klucze do naszego mieszkania. Dlatego poranek postanowiłem wykorzystać leniwie, nie nadwyrężając się nadmiernym chodzeniem z plecakiem. Pierwsze kroki skierowałem na ulicę Kniazia Michała, jest to reprezentacyjna ulica Belgradu, całkowicie wyłączona z ruchu aut. Otoczona pięknymi, zabytkowymi kamienicami z tysiącem kawiarenek, knajpek i pubów. Jako że było jeszcze wcześnie rano, można było spotkać tylko krzątających się po ogródkach kawiarnianych kelnerów szykujących się do otwarcia. Muszę przyznać że chyba był to najlepszy moment na spacer tą ulicą bo potem jeszcze kilkukrotnie byłem w jej okolicy ale tłumy ludzi i wszechobecny gwar nie pozwalały się skupić na jej uroku. Właściwie to do momentu odbioru kluczy, moje zwiedzanie zamykało się w kawiarniach w których wypiłem morze kaw na przemian z wodą mineralną. 

Ulica Kniazia Michała o poranku, ona chyba praktycznie nie bywa pusta.

          Nie mogłem się oprzeć pokusie i mimo wszystko między tymi kawami, spacerowałem trochę od kawiarni do kawiarni. Oglądałem miasto, ludzi, podglądałem życie i podsłuchiwałem rozmowy prowadzone po serbsku. Zadziwiające jest to jak bliskie są nasze języki. Obserwując życie w stolicy dawnej Jugosławii, a teraz Serbii nasunęła mi się jedna obserwacja. Serbia to pomieszanie Ukrainy i Włoch, oba kraje bardzo lubię dlatego w Serbii również czułem się świetnie. Samo błądzenie uliczkami Starego Belgradu przynosi mnóstwo radości, na pewno jest to świetny sposób na poznanie tej części miasta.

Plac Republiki, widok na pomnik Kniazia Michała i Muzeum Narodowe

Rezydencja Księżnej Ljubica

Opera Belgradzka

Parlament Serbski

          Kiedy popołudniu dołączył do mnie Sądecki Włóczykij postanowiliśmy odwiedzić Zamek Kalemegdan, który w latach świetności musiał być fortecą nie do zdobycia. Znajduje się on na wzgórzu co w budowie zamków nie jest niczym nadzwyczajnym, ale ten znajduje się w miejscu gdzie potężna rzeka Sawa wpada do jeszcze potężniejszego Dunaju, a to już robi ogromne wrażenie. Zamek co prawda zachował się raczej jako ruiny ale nadal widać w nim potęgę. Kalemegdan wygląda świetnie, ale i widoki z samego zamku są naprawdę bajeczne, szczególnie w nocy, ale te drugie zaprezentuję dalszej częsci posta. Warto wspomnieć że w samej fortecy znajduje się również sporo eksponatów militarnych i muzeum, dużą część można zwiedzać za darmo.

Widok na rzekę Sawa
Zamek Kalemegdan

          Właściwie do wieczora już zszedł nam czas na wzgórzu zamkowym. Następnego dnia rano dołączył do nas Szymon. Teraz wspólnie mogliśmy zwiedzać miasto. Na pierwszy rzut tego dnia poszedł Nowy Belgrad. Można by powiedzieć że jest to najmniej ciekawa część miasta, pewnie jest w tym sporo racji, ale jeśli ktoś tak jak ja lubi brutalizm, blokowiska i szarość życia codziennego odnajdzie tam sporo do oglądania. My spacerowaliśmy po tej części miasta i podziwialiśmy perły brutalizmu.

Widok z Nowego na Stary Belgrad nad Sawą.

Perła brutalizmu zwana Bramą Belgradu lub po prostu Zepterem.

I jak to nie kochać blokowisk, wszystkie odcienie szarości 😉

          Tego samego dnia wybraliśmy się jeszcze zobaczyć Belgradzkie stadiony. Stadion Partizana Belgrad i Crveny Zveny Belgrad, tym razem nie będę o tym pisał bo stadionach i drużynach chciałbym napisać osobny post. Dlatego wrzucam tylko po jednym zdjęciu obu stadionów.

Crvena Zvena Belgrad
Partizan Belgrad
          Warto wstąpić też do największej Belgradzkiej cerkwi która zdecydowanie góruje nad miastem. Jest to sobór św. Sawy. Mimo że z zewnątrz wygląda na ukończoną i to dość dawno, w środku straszą szare ściany i rusztowania, co świadczy że jest ona w budowie. Nie przeszkadza to wiernym którzy przychodzą tłumnie modlić się w tym miejscu.

Sobór św. Sawy
          Na zakończenie tego dnia wróciliśmy na Wzgórze Zamkowe skąd postanowiliśmy zrobić nocną sesję Belgradu. Wyniki jej możecie ocenić sami. 🙂

Nocny widok na Dunaj
Nowy Belgrad nocą

Widok na Stary Sawski Most

          Dzień kolejny to wyskok w okolice Belgradu. Miejsce które poradził mi mój ostatni kierowca. Wzgórze Avala, zdecydowanie górujące nad miastem. Przyjemne miejsce na jednodniowy wyskok. Zdecydowany plusem jest to że dojechać tam można autobusem miejskim, a potem od przystanku na szczyt to jakieś 20-30 minut marszu. Na szczycie znajduje się wieża telewizyjna z restauracją i tarasem widokowym, skąd pięknie widać Belgrad i okoliczne wzgórza.

Wzgórze Avala
Wieża radiowo-telewizyjna. Poprzednią zniszczyły wojska NATO.

Panorama Belgradu, w samym środku zdjęcia widać olbrzymi sobór św. Sawy.

          Z drugiej strony wzgórza znajduje się pomnik poświęcony Serbskim żołnierzom. I restauracja która swoim wyglądem przypomina Polskie schroniska górskie.

Pomnik ku czci żołnierzy serbskich.

          Po powrocie do Belgradu jeszcze chwilę spacerowaliśmy po Starym mieście, aby na wieczór dotrzeć do Zemun, czyli dzielnicy Belgradu, która jeszcze do niedawna funkcjonowała jako osobne miasto. Na pierwszy rzut oka widać że jest to całkiem inna architektura i styl niż w bogatej stolicy. Jednak Zemun to głównie nabrzeże, wypełnione szczelnie kawiarniami i restauracjami, które po zmroku tworzą niepowtarzalny klimat. 

Uliczki Zemun

Nabrzeże Dunaju w Zemun

W oddali widać Stary Belgrad.

          Kolejnego dnia odwiedziliśmy Novi Sad, ale o tym w kolejnym poście. A tym czasem będzie mi szalenie miło jak zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza, lub udostępnisz ten post dalej. Jeśli masz coś do dodania lub uważasz że ja za dużo powiedziałem daj znać.
          Zapraszam również do posta o tym jak autostopem dotarłem do Belgradu:

Comments

  1. Fajnie sobie odświeżyć po dwóch miesiącach tą wyprawę. AH:-)

  2. Dlatego czekałem tyle czasu żeby Ci zrobić przyjemność 😀

  3. Rozumiem, że wygrałeś wyścig 😀
    Pobudka o 7? Dodatkowy czas na zwiedzanie zachęca, ale nie umiem tego dokonać:)
    Widoki nocą super,a z Belgradem mam ciekawe wspomnienia;)

  4. PlanetKiwi says:

    Jak dla mnie zdecydowanie Zemun zwycięża 🙂 Nie lubię miast, ale zdjęcia blokowisk są świetne i rzeczywiście widać wszystkie odcienie szarości 😉

  5. Niby wygrałem, ale nie o zwycięstwo tutaj chodziło a o świetną zabawę, tutaj plan wykonany w 100%.

    Pobudka o 7 bo padłem spać chyba o 21, inaczej to u mnie nie realne… 😛

  6. Zemun bardzo klimatyczne szkoda że tak mało czasu mieliśmy aby je bardziej spenetrować, bo ponoć jest tam parę mega ciekawych miejsc… cieszę się że blokowisko też może się podobać 😀

  7. No fajnie, że jednak trochę socu tam dałeś, bo jakoś moje wyobrażenie Belgradu, to bloki, mauzolea i piękno niedalekiej przeszłości ♥

  8. Przyznam się że wcześniej też miałem mieszane uczucia co do Belgradu i wydawał mi się mało ciekawym miastem, bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył… 🙂

  9. O, pierwszy raz słyszę takim porównaniu, że Serbia to połączenie Ukrainy i Włoch. Teraz ten kraj wydaje mi się jeszcze ciekawszy do odwiedzenia 🙂

  10. Marcin says:

    Świetne zdjęcia, pokazują piękno Belgradu, a zarazem jego ciemniejsze strony. Za kilka lat może to być atrakcyjne miejsce na drodze do Albanii lub Grecji.

  11. sekulada.com says:

    Super sprawa z tym wyścigiem do Belgradu 😉 !Jakoś zawsze myślałem, że tam nic nie ma a tu proszę, piękny zamek i to połączenie Włoch i Ukrainy..? Brzmi zdecydowanie dobrze!

  12. Janusz says:

    Kiedyś przejeżdżałem przez to miasto autem, ale widziałem je tylko z pozycji kierowcy auta osobowego i wydawało mi się wtedy brzydkie. Po tej fotorelacji następnym razem jak będę w okolicy wybiorę w pieszą wycieczkę. Pozdr.

  13. Anka says:

    Przejeżdżałam przez Belgrad jakiś czas temu i trochę mnie przeraża, to miasto.

  14. Jak tylko się tam pojawiłem to takie odniosłem wrażenie i jak najbardziej to zdanie podtrzymuję teraz kiedy jestem po raz kolejny na Ukrainie… 🙂

  15. Ciężko Serbii konkurować z wakacyjnymi kierunkami jak właśnie Albania, Gracja, Czarnogóra czy Chorwacja ale myślę że jadąc do nich można choć na jedną noc zahaczyć o Serbię, bo jest ona ciekawa Belgrad czy Nowy Sad mogą pozytywnie zaskoczyć…

  16. No właśnie ja też się za wiele nie spodziewałem a okazało się bardzo ciekawie i ekonomicznie 🙂

  17. Przez środek miasta prowadzi droga ekspresowa z której nie widać nic, a nic tylko szarą zabudowę Nowego Belgradu która raczej na pierwszy rzut oka odstrasza…

  18. A całkiem nie słusznie bo okazuje się przyjemne i przyjazne dla turystów… 🙂

  19. Anonimowy says:

    Patrzę a tu Belgrad, który 2 tygodnie temu na króciutko odwiedziłam w drodze do Grecji. Widok z twierdzy rewelacyjny. Żałuję, że nie dotarłam do Soboru, podobno jednego z największych na świecie…
    A wiesz może co to za budynek na tym zdj: https://2.bp.blogspot.com/-8Yq6mtcOaKo/V1gJ4HK7hwI/AAAAAAAATFs/vwjqPbJjEiYGUDbco1q3x56aFh242aawQCKgB/s640/DSC_0268.JPG
    Przejeżdżaliśmy koło niego. DUŻY, ale co to jest to nie udało mi się ustalić.
    Pozdr.

  20. W Belgradzie byłem wielokrotnie i lubię Belgrad – czuć tu bałkański klimat, dworzec kolejowy ma fajny nastrój, język serbski bardzo mi się podoba i wiele lat temu też byłem zaskoczony jak bardzo nasze języki są podobne – jest to aż niesamowite. Serbowie mili i gościnni, jedzenie tanie i dobre a że miasto nie wygląda tak jak Budapeszt czy Praga to nawet i lepiej:)

  21. najpierw myśleliśmy że to jakiś szpital, ale potem wyszło że to chyba jakiś urząd. Niestety jednak nie wiem w końcu co to dokładnie było.

  22. Wszystko co mówisz to prawda. Dworzec stary i mały ale bardzo klimatyczny. Serbski język niesamowicie podobny, a Serbowie naprawdę gościnni i mili. Jedzenie do tej pory wspominam z cieknącą ślinką.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *