Magiczne Zakarpacie i najwyższy szczyt Ukrainy – Howerla

To była moja kolejna wizyta na Ukrainie. Najpierw samolotem z Wrocławia do Kijowa, gdzie spędziliśmy u znajomej dwa dni. Potem ruszyliśmy w region który siedział w mojej głowie od dawna, ale jakoś wcześniej nie było po drodze. Zakarpacie, dokładnie w Masyw Czarnohory, a naszym celem miał stać się najwyższy szczyt Ukrainy czyli Howerla (2061 m n.p.m). Co z tego wyszło? Zobaczycie sami.

Kolej na Zakarpacie.

Z Kijowa ruszamy pociągiem do Rachowa, gdzie oczekiwać nas mają przyjaciele. Piotra poznałem kilka lat temu w Armenii, teraz przyjechał z Gdańska aby razem z nami ma atakować Howerlę. Marcin, postać barwna a z jego historii można by napisać książkę, jest naszym gospodarzem. Na Zakarpacie przyjechał niedawno, zakochał się w nim i postanowił stworzyć tutaj kąt dla wędrowców. Oraz Stachu kumpel Marcina.

Stacja kolejowa, tory i pracownik stacji stojący między torami
W drodze do Rachowa, już gdzieś na Zakarpaciu

W Rachowie meldujemy się wcześnie rano. Chłód i deszcz, pogoda nas nie rozpieszcza. I tutaj zdarzenie z rzeczywistością, bo nikt na nas nie czeka. Na szczęście, po jakieś chwili pojawiają się Stachu z Piotrem. Szybko pakujemy się do auta i ruszamy do schroniska. Schronisko Uroczyszcze Komen, bo tak nazywa się przybytek Marcina to dawna leśniczówka, która w niedługim czasie i przy olbrzymim nakładzie pracy ma stać się fantastycznym miejscem wypadowym na okoliczne szczyty. Jeśli ktoś miałby ochotę odwiedzić Marcina to podaję namiary, tutaj link do fb, adres i współrzędne “Rejon Rachowski, Obwód Zakarpacki, Ukraina /48.04246, 24.54502/” oraz numer telefonu +380 63 510 7906. Niestety na ten ostatni ciężko się skontaktować, bo oczywiście w Komenie nie ma zasięgu, zresztą prądu też nie ma.

rzeka płynie między górami, a w oddali w tle widać niebieską wieżę cerkwi
Nad rzeką góruje cerkiew
kilka domków nad rzekom i góry w tle
Zakarpacka wieś
zielona łąka z drzewem na środku, poniżej szutrowa droga a w koło zalesione góry
Okolice schroniska Komen

 

widok z góry na dwie chatki na polanie w koło stoki górskie i lasy
A w dole Komen

zbliżenie na domki tworzące schronisko komen

widok na chatki ze schroniska komen i na błotnistą drogę dojazdową
Jeszcze sporo pracy, ale klimat już jest

Dzień dobry Zakarpacie!

Dzień w którym zawitaliśmy po raz pierwszy na Zakarpaciu na pewno pozostanie w mojej pamięci. Łatwo będzie go zapamiętać ponieważ była to niedziela Wielkanocna. Jako że przyjechaliśmy wcześnie rano, trzeba było zjeść świąteczne śniadanie, dość skromne ale jednak świąteczne, bo na świąteczną atmosferę nie składa się wielkość stołu, ale ludzie przy nim zgromadzeni.

Trzy postacie siedzą przy zbitym z desek stole i jedzą skromny posiłek, wnętrze pomieszczenia też jest bardzo skromne
Śniadanie wielkanocne
Trzy postacie w lesie rozlewają wino z butelki do kubków
i drugie śniadanie już na szlaku

Po śniadaniu ruszyliśmy na rekonesans okolicznych dróg i szlaków. Pogoda nadal nas nie rozpieszczała, jednak każdy z nas był żądny przygody. Co prawda dopiero na drugi dzień czekała nas dłuższa wędrówka, ale w głowach mieliśmy myśli o zdobyciu najwyższego szczytu Ukrainy, a to już dzisiaj dodawało energii. Wędrując po okolicy szukaliśmy drogi którą jutro będziemy mogli ruszyć na Howerlę, lepiej było przygotować się dzisiaj niż jutro tracić tak cenny czas. Niestety mapa którą kupiłem w Polsce była bardzo niedokładna, a potem okazała się całkowicie bezużyteczna. Zdecydowanie nie polecam nikomu mapy pasma Czarnohory z wydawnictwa “Ruthenus”. 

widok na góry i w pół zalesione stoki
Rekonesans okolicznych pagórków
widok na okoliczne pagórki, lasy. Zachmurzenie spore
Zakarpacie się powoli rozpogadza
Trzy postacie stoją na szutrowej drodze a w tle widać zachmurzone góry czarnohory
Angelika, Piotr i Marcin

Po powrocie z rekonesansu działo się jeszcze sporo, wschód pokazał swoje prawdziwe oblicze. Angelika, która była pierwszy raz na wschodzie musiała stawić czoło Sojuzowi Absurdu, a i my mieliśmy okazję przeżyć tak zwany wschodni ekstrem. Są to jednak historie które na pewno będą opowiedziane, ale nie dzisiaj.

widok na góry czarnohory
Widoki co raz ciekawsze

widok na górską dolinę

Zalesione stoki i dolina

między stokami w dolinie widać drogę, wzdłuż płynie strumień

Dalej, wyżej, Howerla!

Ten poranek nie różnił się wcale od innych poranków. Za oknem zimno, mokro i w głowie ciut szumiała jeszcze wczorajsza samogonka. Jednak zew przygody był silny, a zapach świeżo mielonej kawy pobudzał zmysły. Tak, przygoda i kawa potrafią postawić na nogi nawet po najcięższych nocach. Wstawaliśmy z ociąganiem. Na szczęście dalej już poszło lepiej, szybko spakowaliśmy plecaki i niedługo potem byliśmy gotowi do wymarszu. Czas był nadal niezły, coś koło 9 rano.

Według mapy i wczorajszego rozeznania mieliśmy jakieś 2-2,5h marszu do głównej grani, skąd szlakiem mieliśmy dotrzeć na Howerlę. Nic trudnego!

drzewa i ziemia przysypana sporą warstwą śniegu
Im wyżej tym więcej śniegu
na śniegu widać ślady łap i pazurów
Tropem drapieżnika
widok na góry, lasy i rozmrażającą się ziemię, z coraz mniejszą ilością śniegu
Bezimienny szczyt zdobyty

widok na okoliczne szczyty

widok okolicznych zielonych szczytów, a w drugim planie wyższe ośnieżony szczyty górskie
Takie Zakarpacie

Nic bardziej mylnego. Punkt do którego wczoraj doszliśmy okazał się być innym niż sądziliśmy, a podejście które uważaliśmy za podejście pod grań było zboczem bezimiennego szczytu wznoszącego się grubo powyżej 1800 m n.p.m. Co gorsze mapa którą się kierowaliśmy miała zaznaczone drogi których nie było, a te które były w rzeczywistości, na mapie nie istniały. Dopiero z naszego bezimiennego szczytu udało nam się zobaczyć Howerlę i właściwą grań Czarnohory. Perspektywa nie była optymistyczna. Między naszym szczytem, a granią znajdowała się rozległa dolina, a Howerla którą teraz dobrze widzieliśmy była dość odległa. Na szczęście czas nadal mieliśmy całkiem niezły. Cóż było począć, ruszyliśmy w kierunku Howerli nie próbując już liczyć na mapę.

widok na las, okoliczne troszeczkę zaśnieżone stoki, a w tle najwyższy wystający ośnieżony szczyt
W oddali Pop Iwan i dawne Polskie obserwatorium astronomiczne

widok na okolicę, las, stoki i śnieg

na pierwszym planie śnieg, dalej oświetlone słońcem zielone stoki górskie, a na ostatnim planie ośnieżone lekko zachmurzone górskie szczyty

widok na okoliczne zalesione stoki i ośnieżone wierzchołki

widok na zieloną część okolicznych gór
Za chmurami Howerla, nie chciała się pokazać w pełnej okazałości
widok na potężne stoki górskie i w oddali maleńka postać ubrana na pomarańczowo
Majestat gór Czarnohory w całej okazałości

widok na ośnieżone szczyty

panorama okolicznych gór

Najpierw szliśmy ośnieżoną turnią ciesząc się widokami szczytów Zakarpacia. Następnie przyszło nam zejść z naszego bezimiennego szczytu do doliny, która prowadziła nas wzdłuż strumienia, a potem rzeki. Droga była bardzo malownicza ale dłużyła nam się niemiłosiernie, aż dotarliśmy do stóp Howerli. Godzina 14:00, a drogowskaz który wskazywał drogę na szczyt twierdził że czeka nas teraz 6h wspinaczki na szczyt. Tutaj dopiero pojawiło się pierwsze widmo porażki. Przed nami 6 godzin wędrówki na szczyt, skąd musimy jeszcze zejść i dotrzeć na pociąg który z Rachowa startuje chwilę po północy. Nic to, postanawiamy jednak spróbować.

szlakowskaz w języku ukraińskim z dwoma szlakami niebieskim i żółtym
Tak blisko, a tak daleko
widok na łąkę pełną filetowych krokusów
Krokusy nie tylko w Tatrach
zielono-żółty szlak z informacją o wysokości 900 m n.p.m.
900 m n.p.m.

Howerla? Nie tym razem!

Polana z której zaczyna się wędrówkę na najwyższy szczyt Ukrainy znajduje się gdzieś na wysokości 700 m n.p.m. a sam szczyt Howerli to 2061 m n.p.m. co daje przeszło 1300 m przewyższenia i 16 km wędrówki. My tego dnia mieliśmy już trochę kilometrów i trochę przewyższeń w nogach ale nie to nas pokonało. Pokonał nas czas, a w zasadzie jego brak. Wspięliśmy się na połowę wysokości i stwierdziliśmy że musimy zawrócić, bo inaczej nie zdążymy na pociąg. To była naprawdę trudna decyzja, a wyprawa pozostawiła spory niedosyt. Jednak w tej sytuacji musieliśmy odpuścić.


Zapraszam też do zapoznania się z postem z drugiej wizyty na Zakarpaciu, tym razem Howerla zdobyta, wraz z całym grzbietem Czarnohory:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/2018/12/howerla-czarnohora-gory-ukrainia.html

Masz ochotę poczytać inne posty o Ukrainie? Zapraszam:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/ukraina

a jeśli interesują Cię inne Ukraińskie góry to zapraszam w Ukraińskie Bieszczady na blogu www.spojrzprzezokno.blog.pl
http://spojrzprzezokno.blog.pl/2014/06/30/pi-co-pikuj-czar-ukrainskich-bieszczad/

Jeśli interesują Cię góry, to zapraszam tutaj:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/gory


Podobał Ci się ten post? Byłeś już na Zakarpaciu lub masz zamiar je odwiedzić? Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza, a jeśli chcesz pomóc w rozwoju bloga udostępnij go dalej.

Comments

  1. Ileż zieleni, lasy, lasy, wszędzie lasy! Choć czemu tak pokarczowane? Czyżby wichura była jakaś tam?
    Jak nie tym razem, to kolejnym Howerla będzie już Twoja 😉

    1. Zieleń i dzikość wszędzie. Dla mnie to było fantastyczne, a na następny raz planujemy przejście całą granią Czarnohory. 🙂

  2. Ewa says:

    Wszystko fajnie, ale “coraz” razem 😉

    1. Dziękuję ślicznie za zwrócenie uwagi. Jak tylko będę w domu to poprawię. 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *