Dziennik z Camino Rowelove – dzień 13-16 – Holandia, Belgia

Część 2 dziennika z Camino Rowelove, tym razem pedałujemy przez Holandię i Belgię. Odcinek niestety krótki, ale bardzo przyjemny i chętnie bym go powtórzył. Przejazd zajął nam 4 dni, a odległość którą pokonaliśmy to prawie 400km. 

Dla przypomnienia dziennik z Camino Rowelove to zapis z naszej drogi do grobu św. Jakuba. Drogi którą rozpoczęliśmy we wrześniu 2018 roku. Pokonaliśmy przeszło 3350 km, jadąc rowerami z Wrocławia do Santiago de Compostela. Odwiedziliśmy przy tym 6 krajów, jechaliśmy przez Polskę, Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, aby dotrzeć do Hiszpanii. Co kilka dni na facebooku Podróże Pana Szpaka, publikowałem relację z podróży. Teraz publikuję całą relację tutaj, żeby nie utonęła w facebookowym spamie. Dodatkowo relacja będzie wzbogacona opisami, przemyśleniami i zdjęciami, które wcześniej nie były publikowane.

Sobota 15.09.2018 – 88,47 km
Dzień 13. Noc w lesie była dużo przyjemniejsza od tej ostatniej w hostelu w Dortmundzie. Poranek chłodny, ale pogoda na rower wydaje się wyśmienita. Po kilku pierwszych kilometrach przekraczamy granicę. Jesteśmy w Holandii trzecim kraju na naszej trasie. Od razu widać zmianę, zabudowa inna niż w Niemczech, a w mieście i po za nim genialne ścieżki dla rowerów. Jednak trzeba też ogarnąć jazdę po nich, bo tutaj już nie jeździ się bez ładu i składu jak wszędzie. Na chwilę wjechałem na chodnik i już dostałem reprymendę, co ciekawe nie od pieszego, a od innego rowerzysty. Holandia mija nam szybko, jakieś 70 km i wjeżdżamy do Belgii. Dzisiaj noc na campingu więc będzie prysznic!

Przekraczamy granicę Niemiecko-Holenderską
Jak widać w Holandii faktycznie jest trochę rowerów
Ratusz w Venlo
i Andzia na ryneczku
Takie Venlo 😉
Dzień 13

Rowerem przez Holandię

Jedno co mogę powiedzieć na pewno o jeździe rowerem w Holandii po tej wyprawie, to że chcę tam wrócić i pojeździć jeszcze! Słyszałem jak każdy wiele o Holenderskich ścieżkach rowerowych i Holenderskich rowerzystach. Jednak słyszeć, a uczestniczyć w tym to dwie całkiem różne rzeczy. Po pierwsze kultura jazdy rowerem jest tak wysoka że sam okazałem się zwykłym chamem, kiedy zjechałem na chodnik żeby coś tam ominąć, od razu zostałem zrugany przez innego rowerzystę. Po drugie ścieżki są wszędzie, dlatego nie ma w ogóle potrzeby zjeżdżania z nich aby się gdzieś przedostać. Nie ma tak jak u nas że ścieżka kończy się nie wiadomo gdzie i dlaczego. Po trzecie rowerowe drogi międzymiastowe, w Holandii nawet wyjeżdżając za miasto i jadąc na wycieczkę do innego miasta możemy jechać cały czas po ścieżce dla rowerów. Minusem tylko jest brak wiatek i miejsc wypoczynkowych dla rowerzystów, ale tego brakuje w całej Europie zachodniej, według naszych obserwacji.

Niedziela 16.09.2018 – 100,05 km
Dzień 14. Noce już są ciut chłodniejsze ale spało się całkiem dobrze. Jednak prysznic zawsze dobrze działa na samopoczucie. Pogoda wyśmienita, nie jest za zimno, ani za ciepło, słoneczko świeci, a nam przyszło większość dnia pedałować genialnymi ścieżkami wśród kanałów wodnych. Dzień niby bez przygód ale jazda była naprawdę przyjemna, i mimo iż wyjechaliśmy późno z campingu to zrobiliśmy 100 km, a noc spędzamy nad przyjemnym jeziorkiem.

Jedziemy przez Belgię
Przerwa na obiad, a na obiad makaronik 😉
Idealne miejsce na nocleg
Dzień 14

Poniedziałek 17.09.2018 – 115,95 km
Dzień 15. Kawa o poranku nad jeziorem smakuje genialnie. Pogoda zdaje się dopisywać. Dziś mijają dwa tygodnie odkąd wyszliśmy z domu. W nogach mamy ponad 1200 km, to chyba niezły wynik na 14 dni. I cholera zgubiłem pompkę do roweru. Dzień gorący i bardzo słoneczny, ale trasa przyjemna bo znowu spory dystans robimy wzdłuż kanału wodnego. Na koniec dnia dojeżdżamy do miasta Tournai gdzie chwilę jeździmy po pięknym centrum i dołączamy do tutejszej masy krytycznej, ku uciesze lokalnych rowerzystów. Niestety czas naglił, a wieczór tuż, tuż. Jeszcze szybkie zakupy, w końcu być w Belgii i nie wypić piwa to grzech, a potem na camping. Trzeba się trochę ogarnąć po tym ciężkim dniu.

Rynek i ratusz w Aalst

Gdzieś w trasie…
Uniwersytet w Turnai
Centrum Turnai
Zabytkowe i piękne centrum miasta
Masa krytyczna w Belgii – zdjęcie niewyraźne bo robione w czasie jazdy 😉
Klasyki piwne w Belgii
Dzień 15

Wtorek 18.09.2018 – 88,10 km
Dzień 16. Z campingu wyjeżdżamy późno jakoś po 11. Rano jeszcze robiliśmy pranie, a potem suszenie w czasie jazdy. Słońce pięknie świeci, ale znowu wieje silny wiatr, a to wyciska z nas siódme poty. Jeszcze przed samą granicą zatrzymujemy się na frytki, te Belgijskie, choć okazały się tylko dobre. Wracamy na trasę i zaraz mijamy granicę, nawet nie wiemy kiedy, bo jakichkolwiek znaków na próżno szukać. Ot tak jakby ze wsi do wsi przejechał. We Francji na pierwszy rzut oka zmienia się życie rowerzysty. Zdecydowanie mniej ścieżek, kultura jazdy leci na łeb na szyję, coś mi się wydaję że we Francji dostaniemy dopiero szkołę życia. Chyba że to tylko pierwsze wrażenie, bo po Holandii i Belgii człowiek się przyzwyczaił do dobrego. Na szczęście resztę dnia znowu pedałujemy obok kanału wodnego, a noc znowu na dziko w namiocie.

Frytki belgijskie na pożegnanie
To już Francja, ale nadal jedzie się dobrze 😉

Przypis: Belgia to oczywiście kraj piwa, frytek i czekolady, dlatego nie mogliśmy sobie tych rzeczy odmówić. Piwo niestety nie jest tanie, ale warto spróbować, szczególnie jak ktoś myśli że wszystkie piwa smakują tak samo. Frytki to w Belgii religia. W Polsce to synonim gastronomicznej tandety, a tam coś bez czego w kuchni się obejść nie da, i faktycznie frytki w Belgii smakują jakoś inaczej, lepiej… Frytki oczywiście z majonezem!

Zachód słońca nad kanałem rzecznym we Francji
Dzień 16

Rower w Belgii

W Belgii już mieliśmy okazję jechać ciut dłużej niż w Holandii. Co się rzuca w oczy po zmianie kraju? Na pewno poziom dróg rowerowych i kultury rowerowej spada. Nie martwcie się nadal jest bardzo wysoki, wyraźnie wyższy niż w reszcie Europy, ale Holandia to kraj wybitny pod tym względem. To tak jakby, z Himalajów polecieć od razu w Alpy, nadal jest super, ale jednak nie ten poziom. Drogi są dobrze oznaczone i najczęściej równe, ale zdarzają się już kwiatki i małe wtopy które mogą wprowadzać rowerzystę w błąd. Ilość rowerzystów już też jest zauważalnie mniejsza. Wiat i miejsc do odpoczynku jak nie było, tak nie ma.


Linki do kolejnych postów z Camino Rowelove:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/camino-rowelove

Porady z Camino del Norte Rowerem:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/2018/10/camino-del-norte-rowerem.html


Podobał Ci się ten post? Zostaw po sobie komentarz, a jeśli chcesz pomóc w rozwoju bloga udostępnij go dalej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *