Dziennik z Camino Rowelove – dzień 29-41 – Hiszpania

Czwarta część dziennika z Camino Rowelove przeprowadzi nas przez Hiszpanię i Camino del Norte. Jeden z najpiękniejszych, ale i najtrudniejszych szlaków prowadzących do Santiago de Compostela. Dwanaście dni pedałowania przez Pireneje, Góry Kantabryjskie i dalej w stronę groby św. Jakuba. 

Dla przypomnienia dziennik z Camino Rowelove to zapis z naszej drogi do grobu św. Jakuba. Drogi którą rozpoczęliśmy we wrześniu 2018 roku. Pokonaliśmy przeszło 3350 km, jadąc rowerami z Wrocławia do Santiago de Compostela. Odwiedziliśmy przy tym 6 krajów, jechaliśmy przez Polskę, Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, aby dotrzeć do Hiszpanii. Co kilka dni na facebooku Podróże Pana Szpaka, publikowałem relację z podróży. Teraz publikuję całą relację tutaj, żeby nie utonęła w facebookowym spamie. Dodatkowo relacja będzie wzbogacona opisami, przemyśleniami i zdjęciami, które wcześniej nie były publikowane.

Poniedziałek, 01.10.2018 – 62,65 km
Dzień 29. Pobudka w schronisku o 6. Jemy lekkie śniadanie, pijemy kawę i przed 8 już jesteśmy na rowerach. W sumie to trochę falstart, bo my już gotowi, a słońce jeszcze śpi. Przejazd pierwszych kilometrów trochę męczący, a pierwszy podjazd to już ból. Droga trudna, a podjazdy strome, ale wschód możemy obserwować ze wzgórza z pięknym widokiem. Kolejne kilometry pokazują że szlak będzie bardzo wymagający dla rowerzystów, a czasami wręcz niemożliwy do pokonania i musimy stosować objazdy. Jest ciężko, a objazdy stosujemy tylko kiedy jest to konieczne. Nie jeden raz podjazd jest na tyle trudny że rowery musimy pchać pod górę. Zjazdy wbrew pozorom nie są dużo łatwiejsze, sakwy utrudniają jazdę. Jednak widoki ze szlaku są wspaniałe i szczerze nie żałuję ani jednej kropli wylanego potu, a jest go naprawdę dużo. Na obiad zatrzymujemy się w barze, niby strefa euro i drogo, ale za 20€ mamy dwudaniowy obiad, butelkę wina, deser i kawę. Potrzeba nam kalorii! Późnym popołudniem docieramy do miejscowości Zumaia, gdzie w schronisku zostajemy na noc. Nasz albergue to dawny klasztor ojców karmelitów, bardzo klimatyczne miejsce. Jeszcze spacer po okolicy i nad ocean, a potem spać, bo jutro kolejny ciężki dzień. Finalnie robimy około 60 km i jakieś 1200 m w górę!

Pierwsze spotkanie z Camino del Norte jeszcze przed świtem
ale za to świt nas wita w pięknym miejscu. Widok na Irun.
Panorama na Irun.
Czasami trzeba było się i z taką dróżką na rowerze mierzyć.
Jak nie drogą to promem, byle dalej!
Towarzyszy nam ocean!
Miejsce odpoczynku i pobrania wody dla peregrino
Jak widać czeka nas górzysta przygoda!

Dzień 29

Wtorek, 02.10.2018 – 43,15 km
Dzień 30. Dziś już wiemy że niema sensu wstawać o 6, więc wstajemy o 7, a o 8 powoli ruszamy w drogę. Od razu zaczynamy od podjazdu, ale za to śniadanie jemy w pięknym miejscu na wzgórzu z widokiem na ocean i góry. Potem jest co raz ciężej, aż w końcu jest już bardzo ciężko. Na 28 km mamy już w nogach przekroczone 1000 m przewyższenia. Dzisiejsza trasa to naprawdę kawał dobrego MTB, jednak bez sakw byłoby dużo przyjemniej, a tak to jest masakra. Niestety nie obywa się bez awarii sprzętu, najpierw tylna opona, ale wystarczyło ją napompować, chyba że rano znowu będzie flak to będzie wymiana dętki (mamy zapas). Gorszą jednak sprawą są hamulce, przedniego nie mam już wcale, a tylny hamuje, bardzo, ale to bardzo słabo. Zdarzało się już że musiałem hamować nogami. Muszę przetrwać na nich jeszcze jakieś 60 km do Bilbao, gdzie będzie jakiś serwis, mam nadzieję że jakoś dam radę jutro przejechać przez góry bez hamulców. Do tego wszystko skrzypi i trzeszczy, a przedni bagażnik po prawej stronie musiałem złapać na trytytki, bo zgubiłem gdzieś nakrętkę od mocowania. U Andzii rower na szczęście ma się lepiej, choć też skrzypi i trzeszczy. Nie udaje nam się dziś wykręcić za dużo kilometrów, bo podjazdy dały nam w kość. Noc znowu spędzamy w schronisku dla pielgrzymów.

Za to śniadania możemy jeść w takich miejscach…

ah te widoki na ocean
Czasami, ale rzadko zdarzały się objazdy dla rowerów
Podjazdy dawały nam naprawdę bardzo ostro w kość!
Podjazd i wertepy to ciężkie połączenie
chociaż widoki ładne

Dzień 30

Środa, 03.10.2018 – 75,13 km
Dzień 31. Poranek, śniadanie i w drogę. Początek trochę po płaskim i się nawet przyjemnie jedzie. Dzisiaj znajdujemy trochę objazdów więc możemy odpocząć od pchania rowerów w górę po wertepach. Jednak swoje zrobić musimy! Podjazdy dają w kość, ale są podjazdami. I kilometrów wychodzi nam trochę więcej, ale przynajmniej się jedzie. Objazdy są słabo oznaczone, ale na szczęście na mapkach poszczególnych etapów są oznaczone więc dajemy radę. Muszę mocno uważać na zjazdach bo bez hamulców to jest ekstremalna przygoda. W nawet niezłym tempie udaje nam się dojechać do Bilbao. Hamulce naprawione, koszt 7 euro, a rower staje dęba. Jeszcze kawałek jedziemy i śpimy w klimatycznym schronisku za Bilbao. Pokonujemy ponad 75 km, choć licząc po szlaku wychodzi mniej i ponad 1200m podjazdów. To był kolejny ciężki dzień.

Kraj Basków to nie Hiszpania, widać tam sporo nawiązań do tego tematu

Muzeum sztuki nowoczesnej w Bilbao
Widok na Bilbao
Stadion FC Bilbao i widok na miasto
Widać że jesteśmy na dobrej drodze
Dzień 31

Czwartek, 04.10.2018 – 71,46 km
Dzień 32. Pobudka znowu przed świtem. Spanie w schroniskach ma dwa minusy, jeden to bardzo wczesna pora wstawania, chociaż to można przekuć w plus, bo wcześnie zaczynamy, a zmęczeni wieczorem i tak wcześnie idziemy spać. Drugim minusem jest chrapanie współtowarzyszy, no cóż hostele, schroniska itp. takie są. Drogę zaczynamy najpierw od sporego zjazdu, co jest miłą odmianą, bo zawsze najpierw mamy wyrypę. Potem jednak spory podjazd i pchanie roweru w górę, wyrypa ale za to widoki ładne. Dalej etap po miastach i wracamy nad ocean. Znowu górki, dołki, słońce, litry potu. W końcu opuszczamy piękny Kraj Basków, wkraczamy do Kantabrii. Zmieniają się drogowskazy, zmienia się ciut klimat, ale podjazdy nadal takie same. W Castro-Urdiales zatrzymujemy się na obiad i przerwę, chcemy też wykąpać w oceanie, ale zimny jak cholera więc kończy się tylko na moczeniu stóp. Pokonujemy jeszcze z 15 km i zatrzymujemy się na noc w schronisku.

Widok na Bilbao o świcie

Most gondolowy
Podjazd pod górkę w mieście 😉

Castro-Urdiales

Ciężko się nie zatrzymać żeby popatrzeć
Dzień 32

Piątek, 05.10.2018 – 58,32 km
Dzień 33. Poranek, kawa, śniadanie, rower i bardzo ciężki podjazd z pchaniem roweru po wertepach. Dodatkowo na szutrowym zjeździe Andzia zalicza brzydki upadek, trochę się obija i rysuje, na szczęście jest cała. Morale leżą i kwiczą. Całe to camino jest jakieś dziwne, całe mnóstwo oznaczeń, każda mapa jaką sprawdzamy pokazuje co innego, a szlakowskazy jeszcze co innego, przy czym często są sprzeczne. Od upadku Andzi przelała się czara goryczy i wybieramy objazdy, koniec pchania rowerów! Kiedy objeżdżamy drogą asfaltową to nagle znikąd biorą się znowu szlakowskazy. Chyba każda tutaj droga to camino. Według mnie każdy chce coś mieć z camino i wytycza sobie swoje trasy, dodając fikcyjne strzałki i oznaczenia. Nawet do końca nie wiadomo ile Camino del Norte ma długości bo każde źródło, każda ulotka i każda mapa podaje inną liczbę. Jedno jest pewne Camino del Norte (cokolwiek to jest) jest nie do przejechania rowerem! Dojeżdżamy do Santander i tu zostajemy na noc, ale oboje mamy serdecznie dosyć tego szlaku. Pieszo tak, ale rowerem zdecydowanie nie!

Tam gdzieś w dole wywaliła się Andzia, ja jeszcze o tym nie wiem
Plaża 😉

To którędy do Santiago de Compostela?
Wybieramy prom!

Santander
Dzień 33

Sobota, 06.10.2018 – 57,93 km
Dzień 34. Noc w schronisku bardzo udana, dawno tak dobrze nie spałem i o dziwo nikt nie chrapał. Pogoda nas nie rozpieszcza, poranek bardzo zimny i pochmurny. Na szczęście nie pada. Jedzie się całkiem dobrze, mijamy kilka ładnych miasteczek, a potem długo wzdłuż oceanu. Pogoda niestety się pogarsza, a popołudniu zaczyna padać deszcz. Na szczęście całkiem niedaleko mamy schronisko w rozsądnej cenie, gdzie decydujemy się zostać. Trochę kilometrów udało się zrobić, więc dzień uratowany.

Santillana del Mar
Santillana del Mar

Dzień 34

Niedziela, 07.10.2018 – 81,79 km
Dzień 35. Noc straszna, banda pijanych Niemców imprezowała w schronisku i hałasowali do późna. Poranek deszczowy i ogólnie aura bardzo kiepska. Moje sakwy nie są wodoszczelne, a po jeździe w deszczu we Francji pamiętam że to był kiepski pomysł. Dlatego jedziemy kiedy przestaje padać, a kiedy pada chowamy się gdzie się da. Na szczęście popołudniu rozpogadza się, a my możemy jechać swobodniej. Ogólnie udaje nam się wykręcić niezły wynik. Żegnamy się dzisiaj z Kantabrią, a witamy z Asturią. Wzniesienia i podjazdy nadal są, choć już mniejsze, a i my chyba trochę przywykliśmy. Widoki ciągle ładne i góry ładne. Na koniec dnia trafiamy do przyjemnego i klimatycznego schroniska w San Esteban. Schronisko okupują głównie Niemcy, ale dużo starsi, jest dużo spokojniej niż w ostatnim.

Comillas

Wjeżdżamy do Asturii

Poniedziałek, 08.10.2018 – 92,41 km
Dzień 36. Dziś poranek znowu chłodny i pochmurny. Mam nadzieję że obędzie się bez deszczu bo mamy kawał drogi do zrobienia. Dziś chcemy dojechać do Gijon, a tam muszę kupić kartę do aparatu bo już jest pełna, a wstyd się przyznać ale zapomniałem zabrać zapasowej. Droga bez przygód, do Gijon docieramy szybko, karta kupiona, a że czasu mamy sporo to decydujemy się jechać dalej. Pogoda na szczęście się poprawiła i zrobiło się nawet słonecznie. Ostatecznie dojeżdżamy do Aviles i tu zostajemy na noc. Odcinek Gijon-Aviles to najbrzydszy do tej pory etap! Rejon industrialny, a co za tym idzie pełna dewastacja przyrody i krajobrazu. Dziś przeszło nam 3000 km.

Uniwersytet w Gijon

Ratusz w Aviles

Dzień 36

Wtorek, 09.10.2018 – 78,63 km
Dzień 37. Noc w upływa nam w kakofonii chrapnięć, trzeszczenia łóżek, pierdnięć i różnych innych odgłosów, co nie dziwi przy sali z około 40 łóżkami. Na szczęście pogoda zapowiada się ładna, choć poranek zimny. Zaraz za miastem wjeżdżamy w dziwną mgłę/dym która towarzyszy nam dość długo, mimo że słońce już jest wysoko. Droga pagórkowata, znów przyszło nam się spocić. Dobrze że za każdym podjazdem, jest przyjemny zjazd, to trochę rekompensuje nasz wysiłek. No i widoki, po lewej góry, a po prawej ocean po horyzont. Popołudniu dojeżdżamy do schroniska, jest ono kawałek od szlaku, więc i obłożenie małe. W sumie tylko 5 osób, my, jeden Włoch i dwójka Rosjan z Nowosybirska.

BICI to oznaczenia objazdów rowerowych, niestety pokazują się bardzo rzadko

Dzień 37

Środa, 10.10.2018 – 66,00 km
Dzień 38. Wstajemy przed świtem, w sumie tutaj to nie trudne bo słońce wstaje po 8:00. Szykujemy się do drogi i hyc, już pedałujemy. Długo nie trzeba było jechać i dopadła mnie mała awaria. Urwała mi się śruba od przedniego bagażnik, druga już w ogólnym zestawieniu, teraz prawa strona trzyma się już tylko na trytytkach. W końcu docieramy do miasta Ribadeo, pierwsze miasto w Galicji i tutaj właśnie rozstaniemy się z oceanem, ale dopiero jutro. Dzisiaj chcemy ostatnią noc spędzić nad oceanem, a potem już można powiedzieć ostatnia prosta do Santiago de Compostela. Zatrzymujemy się w schronisku, malowniczo położone zaraz nad zatoką, akurat na ostatnią noc. Widok ma ocean towarzyszył nam przez prawie dwa tygodnie, nie tak łatwo się z nim rozstać. Dobrze że dziś kończymy wcześniej, bo można zrobić pranie, a i my chyba mamy co raz mniej sił. Oboje z Andzią czujemy się już naprawdę zmęczeni tą jazdą. Ostatnia prosta! Do Santiago mniej jak 200 km!

Ribadeo, pierwsza miejscowość w Galicji

Nasz awaryjny nocleg
tak było w środku..
Dzień 38

Czwartek, 11.102018 – 81,68 km
Dzień 39. Wcześniejsze skończenie wyszło nam bokiem. Wyrzucili nas ze schroniska, bo w regulaminie jest że piesi pielgrzymi mają pierwszeństwo nad rowerowymi. Zostaliśmy pielgrzymami gorszego sortu. Wyrzucono nas na rzecz dwóch Polek i Hiszpana, którzy wszczęli awanturę o regulamin. Trzeba było ruszać, przepedałowaliśmy jeszcze z 12 km i rozbiliśmy namiot na klifie nad oceanem. Jeszcze w nocy przyszło załamanie pogody i musieliśmy się szybko ewakuować z naszego klifu, bo wiatr i burza zaczynały ostro szaleć. Na szczęście niedaleko znaleźliśmy schronienie w budkach przy plaży, jedna o dziwo była nie zamknięta na klucz. Noc spędzamy w magazynku na środki czystości. Deszczowy poranek zmusza nas do późniejszego wyjazdu. Jest pochmurno i wieje mocny wiatr. Dziś przed nami sporo podjazdów. Najwyższy na wysokość ponad 500 m n.p.m. Jednak po ujechaniu raptem 4 kilometrów, Andzia złapała gumę i jazdę zaczynamy od wymiany dętki. Potem już tylko gorzej i ciężej. Długie podjazdy i wiatr w twarz. Walczymy aby dziś wykręcić jak najlepszy dystans. W końcu udaje się ponad 80 km i 1300 m podjazdów z wiatrem w twarz to naprawdę niezły wynik, a my w schronisku padamy na twarz. Zostało nam dokładnie 100 km do celu! Na wieczór mnie bierze przeziębienie, kicham i z nosa cieknie. Mam nadzieję że do jutra przejdzie, bo cel jest tak blisko…

Drogowskaz do Santiago… jeszcze 100km!
Nocleg w schronisku
Dzień 39

Piątek, 12.10.2018 – 81,64 km
Dzień 40. Od rana pogoda jest kiepska, ale da się jechać. Niestety z każdą godziną robi się co raz gorzej. Próby przeczekania ulewy zdają się na nic. Deszcz leje, a wiatr wieje prosto w twarz. W internecie czytamy że Hiszpański instytut meteorologii wydał żółte ostrzeżenie dla regionu z powodu wiatru (i tak nie wiemy co to oznacza, ale wieje jak cholera). W końcu decydujemy się jechać. Po jakimś czasie przemoczeni do cna, jest nam już wszystko jedno. Dojeżdżamy do “przedmieścia” Santiago. W Monte de Gozo znajduje się Polskie schronisko gdzie chcemy zostać. Moglibyśmy dojechać do katedry i już dziś zakończyć, ale po co? Jutro w glorii i chwale, wypoczęci i być może bez deszczu zakończymy wyprawę! Tymczasem w schronisku panuje bardzo przyjemna atmosfera, wreszcie można z kimś swobodnie porozmawiać i opowiedzieć o naszej podróży. Jednak najpierw prysznic i oporządzenie się. Niestety przez to spóźniliśmy się na obiad (a był schabowy, tak mi smutno). Nasze zdjęcie trafia na schroniskowego facebooka z podpisem że przyjechaliśmy do Santiago z Wrocławia. Do końca Camino zostało nam jakieś 5 km!

Monte de Gozo
Pomnik pielgrzymów w Monte de Gozo
Tablica pamiątkowa po wizycie Jana Pawłą II
Dzień 40

Sobota, 13.10.2018 – 5,75 km
Dzień 41. Dotarliśmy do Santiago de Compostela!

Wrocław – Santiago de Compostela kilka statystyk z licznika:
3352 km (tyle wskazywał licznik)
41 dni (z czego 40 dni pedałowania)
199,20 h jazdy (czyli 8,3 doby)
16,7 km/h moja średnia prędkość

Po powrocie na pewno będzie więcej. Na ten moment to tyle. Dzięki wielkie za wsparcie i doping! Udało się choć czasami było ciężko!

Katedra Św. Jakuba w Santiago de Compostela

Dzieć 41

Przypis: Tego dnia jeszcze wróciliśmy do Polskiego schroniska w Monte de Gozo, gdzie spędziliśmy noc. Następnego dnia rano ruszyliśmy w drogę do Porto. Tym razem jednak pociągami, bo czas nas naglił, a samolot tuż, tuż.

Rowerem przez Hiszpanię

Hiszpania północna okazała się bardzo przyjazna rowerzystom. O ile ilość ścieżek graniczyła z zerem, o tyle jazda ulicami była naprawdę przyjemna. Drogi są równe, a kierowcy do rowerzystów podchodzą z dużą uprzejmością i dystansem. Czasami nawet przesadzają z tą ostrożnością, ale dzięki temu rowerzysta nawet na wąskich, górskich drogach czuje się bezpiecznie. Kierowcy nie wyprzedzają na krętych ścieżkach, dlatego warto im ułatwić życie i zasygnalizować że może nas bezpiecznie wyprzedzić. Tym bardziej że podjazdy są często długie i strome, a tempo rowerzysty jest bardzo powolne. Druga strona medalu to fakt że kiedy nikt za mną nie jedzie, to mam pewność że w każdej chwili mogę się zatrzymać aby złapać oddech i nie stworzę zagrożenia na drodze. Hiszpania to jeden z krajów które najczęściej odwiedzałem do tej pory, ale była to moja pierwsza tutaj jazda rowerem i powiem szczerze że chętnie bym to powtórzył.


P.S. Zdjęcia są różnej jakości, ponieważ część z nich była robiona aparatem, a część telefonem. Zależy co akurat miałem pod ręką. Najczęściej był to telefon, bo aparat leżał w sakwie i czekał na odpowiedni moment.


Linki do postów z Camino Rowelove:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/camino-rowelove

Porady z Camino del Norte Rowerem:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/2018/10/camino-del-norte-rowerem.html


Podobał Ci się ten post? Przejechałeś też Camino del Norte lub jakąś inną drogę do Santiago de Compostela? Jak podobała Ci się Hiszpania? Zostaw po sobie komentarz, a jeśli chcesz pomóc w rozwoju bloga udostępnij go dalej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *