Czupel, Beskid Mały. 24/28 KGP

Czupel (934 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Beskidu Małego, to mój kolejny zdobyty szczyt z Korony Gór Polski. Szczyt nie jest bardzo wymagający. Ciężko zakwalifikować go też do najbardziej popularnych, ale oficjalnie w Koronie Gór Polski jest. Idąc w tym kierunku było pewne że w końcu będę musiał go zdobyć.

Czupel, szczyt który robiłem na dwa razy.

Beskid Mały to malutkie pasmo leżące w Beskidach Zachodnich. Sam Czupel leży w jego Zachodniej części, w tzw. Grupie Magurki Wilkowickiej. Żeby łatwo umiejscowić sobie to miejsce możemy w uproszczeniu powiedzieć że leży między Bielsko-Białą, a Żywcem. Oba miasta to dobra baza wypadowa na ten szczyt.

Tak szczerze to była moja druga wizyta w Beskidzie Małym i drugie podejście do jego najwyższego szczytu. Pierwszy raz był jakiś rok wcześniej. Zdobyliśmy wtedy między innymi Skrzyczne, ale samego Czupla nie udało się. Droga z Wrocławia do Bielska-Białej bardzo nam się przedłużyła.

Szlakowskaz na Magurce

“Nie chcąc tracić czasu ruszamy w piątek od razu po pracy. W tą część gór z Wrocławia chyba najlepiej jest dojechać blablacarem, na który się decydujemy. Planowo około 18 powinniśmy dotrzeć do Bielska-Białej skąd chcemy ruszyć na szczyt Magurki (909 m n.p.m.), gdzie w schronisku mamy zamiar spędzić noc. Niestety dwa kolejne wypadki na autostradzie A4 powodują spore opóźnienia na trasie i finalnie dopiero po 20 meldujemy się na szlaku. Na nasze szczęście trafiliśmy na fantastycznego kierowcę, który podrzucił nas na Przełęcz Przegibek skąd mieliśmy już tylko godzinę marszu do schroniska. Godzina była w teorii a w praktyce zeszło nam jakieś pół godzinki i możemy odhaczyć pierwszy szczyt. Schronisko PTTK na Magurce na pewno może się podobać niestety ceny pokoi powalają (pokój wieloosobowy 40zł od osoby, a dwójka 45zł od osoby), kolejnym sporym minusem jest zamknięcie schroniska na cztery spusty o godzinie 22. W naszym przypadku właśnie ta druga rzecz miała większe znaczenie, bo planowo właśnie dzisiaj chcieliśmy jeszcze wejść na pobliski szczyt należący do Korony Gór Polski czyli Czupel (933 m n.p.m.).” – Cytat z posta o zdobywaniu Skrzycznego.

Nie ma co rozpaczać, Czupel czekał na nas.

Dość długo nie nadarzała nam się okazja żeby jechać w Beskid Mały. Czupel choć ostatnim razem tak blisko, stał nadal nie zdobyty. W końcu przy okazji biegu górskiego w którym startowała Andzia, odwiedzamy Beskidy Zachodnie. Bieg co prawda odbywa się w Korbielowie, przy granicy ze Słowacją, ale postanawiamy jechać dzień wcześniej i zatrzymać się po drodze w Wilkowicach. Wilkowice to miejscowość w której zatrzymuje się pociąg, dlatego była to dla nas idealna lokalizacja żeby ruszyć w góry.

Stacja kolejowa Wilkowice Bystra, miejsce naszego startu

Wybieramy na początek czarny szlak. Wybór jest prosty, ostatnim razem zielonym schodziliśmy z grzbietu, więc teraz wybieramy ten którego nie znamy. Niestety prowadzi on nas spory kawałek (jakieś 3 km) drogą asfaltową. Dopiero później odbija w lewo i możemy cieszyć się bliskością natury. Podejście na grzbiet to jakieś kolejne 4,5 km z przewyższeniem prawie 500 m, przewidziane na 2h. Nam zajmuje to mniej czasu, mimo że odbijamy jeszcze na chwilkę na punkt widokowy niedaleko szlaku (po drodze zobaczycie drogowskazy na ten punkt).

Najpierw asfaltem, ale potem na szczęście już lasem
Widok na Żywiec i jezioro Żywieckie

i na Skrzyczne, najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego

Będąc na grzbiecie odbijamy na szlak niebieski, który prowadzi nas już ku najwyższej kulminacji. Idąc grzbietem, idzie się praktycznie po płaskim, dlatego gdyby nie tabliczka ciężko by było, odnaleźć najwyższy punkt. Kawałeczek za samym szczytem znajduje się miejsce odpoczynku, tam można spokojnie usiąść i coś przekąsić. Szczyt jest zalesiony, więc nie ma co liczyć na powalające widoki, ale czasami zdarzają się prześwity.

Kierunek Czupel

Na naszej drodze spotkaliśmy takiego gostka
Jest i Czupel!
Jak widać szczyt raczej niepozorny
Jest jakiś mały prześwit chociaż
Miejsce odpoczynku za szczytem

W dół to już spacerek, ale uwaga!

Dalej schodzimy na Przełęcz Wysokie Siodło, gdzie zmieniamy szlak na czerwony i ruszamy w stronę Łodygowic. Szlak wiedzie nas przyjemną leśną drogą, schodząc raczej bez stromizn. Przechodzimy bardzo blisko szczytu Przysłop, na który można odbić. Jednak nas jeszcze czeka dzisiaj dostanie się do Korbielowa, dlatego odpuszczamy wszelkie dodatkowe atrakcje. Niedaleko miejscowości wychodzimy z lasu, ale znajdujemy się powyżej zabudowań dlatego udaje się popatrzeć na okolicę z góry. Najwyższy widoczny szczyt z anteną to Skrzyczne, najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego.

Potem już tylko w dół

A tam hen daleko… Beskid Śląski!

I znowu Skrzyczne

Warto wiedzieć że idąc szlakiem czerwonym przechodzimy przez teren Kamieniołomu Łodygowice, a w godzinach 9-11 i 13-15 wykonuje się tutaj roboty strzałowe, czyli wysadza się skalne bloki. Dobrze jest wędrówkę zaplanować tak, aby w tych godzinach się nie kręcić po strefie rozrzutu, dla własnego bezpieczeństwa.

Kamieniołom Łodygowice, tablica informująca o robotach strzałowych

W Łodygowicach znajduje się stacja kolejowa skąd możemy udać się w dalszą drogę. W naszym przypadku był to Żywiec, a dalej busem Korbielów. Niestety pogoda się bardzo zepsuła i nie udało się wejść na Pilsko (1557 m n.p.m.), które jednak pozostaje na mojej liście życzeń w Beskidach.

Na koniec bacówka w Korbielowie. Nasz nocleg choć to już nie Beskid Mały.


Masz ochotę poczytać o innych szczytach z Korony Gór Polski które zdobyłem? Zapraszam
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/kgp

Może interesują Cię również inne góry nie tylko z Korony Gór Polski?
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/gory


Podobał Ci się ten post? Znasz Beskidy i chcesz coś dodać, lub chcesz o coś zapytać? Zdobyłeś już Czupel lub może dopiero planujesz wejście na niego? Pozostaw ślad w postaci komentarza. Jeśli chcesz pomóc w rozwoju bloga udostępnij dalej niech trafi do większego grona czytelników.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *