Kierunek Islandia zimą? Krótka zajawka i podpowiedzi jak to zrobić tanio.

A może by tak obrać kierunek Islandia zimą? Brzmi ciekawie i pewnie byłoby ciekawie ale mróz, śnieg i te cholernie wysokie ceny skutecznie odstraszają. Na szczęście tak strasznie to wygląda tylko na pierwszy rzut oka, kiedy już się pojedzie okaże się że wiele rzeczy, szczególnie zimą można załatwić całkiem tanio. Po mojej tygodniowej wizycie na Islandii zimą, ciężko żebym stał się ekspertem, ale chciałbym wam pokazać małą zajawkę tego kraju i parę patentów które nam pomogły ogarnąć ten kraj w całkiem przyzwoitych kosztach.

Na początek Rejkiawik.

Rejkiawik to chcąc nie chcąc nasz pierwszy przystanek. Co prawda można go ominąć bo główne lotnisko Islandii znajduje się w oddalonym o około 50 km Kevlaviku, ale jak już się tutaj jest to warto stolicę kraju odhaczyć. Dojazd busem z lotniska do Rejkiawiku to sprawa prosta choć dość droga (około 60 PLN od osoby), bilety najlepiej kupić wcześniej przez internet (tutaj), w ten sposób jest dużo taniej (bilet kupiony na miejscu to około 90 PLN)(WAŻNE! Pamiętajcie żeby odhaczyć wszystkie dodatkowe opcje, bo są dodatkowo płatne). Czas przejazdu to około 45 minut. Nie ma co liczyć że bus wysadzi nas w centrum miasta, bus kończy trasę na obrzeżach Rejkiawiku. Nie jest to żaden problem, ponieważ stolica Islandii jest raczej malutka i przejście pieszo do centrum nie zajmie nam za dużo czasu.

Najstarszy budynek w Rejkiawiku
Pomnik rybaków

Neogotycki kościół katolicki w Rejkiawiku
Główny kościół protestancki

Sam Rejkiawik jest miejscem po którym można przyjemnie pospacerować ale prawdą jest że nas z butów nie wystrzeli. Miasto raczej nie ma wielu atrakcji, a najstarsza część składa się właściwie z dwóch ulic, pełnych sklepów i knajp tak drogich że strach wejść. My mając nadmiar czasu wybraliśmy się na spacer do latarni morskiej na zachodzie. Latarnie morskie mają w sobie pewną magię i działają bardzo na wyobraźnię, dlatego lubię je oglądać. Ta w Rejkiawiku urodą nie powala, ale magii w sobie ma tyle co każda. Co ciekawe żeby dostać się w okolice samej latarni trzeba przyjść w odpowiednich godzinach, latarnia drogą lądową jest dostępna tylko w czasie odpływu. Godziny dostępności są podane na tablicy informacyjnej przy drodze.

Do latarni można dojść tylko podczas odpływu

Złoty krąg Islandii (Golden circle Islandia).

Złoty krąg Islandii to główna atrakcja, takie prawdziwe must see of Iceland. Tak naprawdę mówiąc atrakcja mam na myśli trzy atrakcje które tworzą tak zwany złoty krąg czyli Golden circle. Pierwsza to Park Narodowy Þingvellir (ang. Thingvellir National Park), jest to miejsce gdzie stykają się dwie płyty tektoniczne kontynentów Europejskiego i Północnej Ameryki. Obszar wyjątkowo ciekawy pod względem geologii, przyrody i historii. To właśnie w tym miejscu tworzy się historia narodu Islandzkiego i historia demokracji, bo tutaj zebrał się pierwszy parlament na świecie w roku 930. Od słowa parlament wzięła się nazwa tego miejsca i parku narodowego. Park Narodowy Þingvellir to jedyne miejsce w Islandii które zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ze wstydem muszę przyznać że przez moje gapiostwo ominęliśmy to miejsce, a piszę o nim żeby ustrzec was przed popełnianiem moich błędów. Odległość Þingvellir od Rejkiawiku to niecałe 50 km.

Kolejnym miejscem zaliczanym do golden circle jest Geysir, właściwie to cały pobliski obszar geotermalny jest zaliczany do złotego kręgu. Oczywiście główną atrakcją tego miejsca są gejzery. Ten pierwszy właściwy Geysir jest dziś już uśpiony i nie wybucha, ale warto wiedzieć że to od niego wzięła się właśnie funkcjonująca na całym świecie nazwa gejzerów. Drugi nieco mniejszy Strokkur wybucha nadal, właściwie co kilka/kilkanaście minut można obserwować wystrzelenie w górę. Okolica “usiana” jest mnóstwem gorących źródeł, ale to gejzer Strokkur przyciąga tutaj rzesze turystów. Walory estetyczne to jedno ale miejsce jest niesamowite również dlatego że jest to rzadkie zjawisko w przyrodzie. Żeby mógł powstać gejzer musi się na to złożyć szereg specyficznych warunków. Potrzebna jest odpowiednia aktywność wulkaniczna, odpowiednia ilość płynącej wody czy konkretne “szczelne” skały. Odległość Geysira od Rejkiawiku to ciut ponad 100 km (około 50 km od Þingvellir).

Woda w gejzerze i otaczających go źródłach ma 80-100 stopni

Coś tam sobie bulgocze
Gejzer wystrzelił

Prawdziwy uśpiony Geysir, od niego wzięły nazwę wszystkie inne gejzery
Selfie z gejzerem? Zrobione!

Trzecim elementem składowym golden circel na Islandii jest Gullfoss. To piękny kaskadowy wodospad, o wysokości łącznej około 32 metrów. Gullfoss stoi na rzece Hvita, a ta jest zasilana w wodę z niedalekiego lodowca Langjökull. Ten sam lodowiec zasila również Geysir i jezioro w Parku Narodowym Þingvellir. Niestety zimą podejście bliżej wodospadu jest niemożliwe, nie znaczy to że widok ze specjalnych punktów widokowych nas zawiedzie. Przeciwnie Gullfoss robi naprawdę spore wrażenie. Odległość Gulfoss od Rejkiawiku to około 115 km (około 15 km od Geysira).

Wodospad Gullfoss na Islandii zimą
Trochę inna perspektywa na Gullfoss

Południowe wybrzeże Islandii. Wodospady, klify i czarne plaże.

Jak pisałem na początku posta, na Islandii spędziłem tydzień. Jest to nie wiele czasu żeby skorzystać ze wszystkich atrakcji i zwiedzić całą wyspę. Na szczęście to na tyle dużo czasu że można spokojnie oprócz Rejkiawiku i Golden circle zwiedzić coś jeszcze. Wybraliśmy południowe wybrzeże. W okresie zimowym jest to dobry wybór ponieważ można się przemieszczać drogą numer 1, główną drogą na Islandii otaczającą całą wyspę. Popularna jedynka to droga która jako pierwsza jest odśnieżana i utrzymywana w dobrej kondycji. Inne drogi w czasie gorszych warunków atmosferycznych są często zamykane i nieprzejezdne.

Przemieszczając się jedynką napotkamy kilka ciekawych atrakcji. Po pierwsze to wodospady. My zatrzymaliśmy się przy trzech, każdy był inny, każdy był wart zobaczenia i każdy był niewątpliwie piękny. W kolejności od Rejkiawiku to Urriðafoss, Seljalandsfoss i Skógafoss. Wodospad Urriðafoss jest chyba najmniej popularny ze wszystkich odwiedzonych przez nas wodospadów. Forma kaskadowa czyni go trochę podobnym do Gullfoss ale zdecydowanie mniej spektakularnym.

Wodospad Urriðafoss
Urriðafoss niby mniej spektakularny ale też piękny

W tle wstający dopiero dzień

Seljalandsfoss to drugi wodospad na trasie.  Usytuowany jest na rzece Seljalandsá, która zaczyna swój bieg z lodowca Eyjafjallajökull. Wysokość tego wodospadu to około 60 metrów. Ciekawostką jest jaskinia za wodospadem, niestety zimą dostęp może być niemożliwy. Parking przy samym wodospadzie jest płatny (700 koron za 24h), ale zostawiając auto na parkingu zaraz przy drodze numer 1 możemy to zrobić bezpłatnie.

Wodospad Seljalandsfoss

Skógafoss moim zdaniem najbardziej spektakularny. Wysokość 60 m i szerokość 25 m musi robić wrażenie. W słoneczne dni, przez sporą ilość rozpylonej przez wodospad wody można obserwować tworzącą się tęczę. Skogafoss można obserwować z doły lub z góry. Na górze utworzony został punkt widokowy na który prowadzą metalowe schody. Dalej można przejść się szlakiem wzdłuż rzeki i zaobserwować tym razem kaskadowe wodospady. Piękny wodospad Skogafoss wykorzystano nie raz w filmach np. Thor: Mroczny Świat. Oczywiście faktu że Thor jest postacią pochodzącą z mitologii nordyckiej pewnie nie muszę nikomu przypominać. Parking w okolicy wodospadu jest bezpłatny.

Wodospad Skógafoss to zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o wodospady na Islandii

Miejscem którego moim zdaniem absolutnie nie można pominąć jest Dyrhólaey, cypel położony niedaleko miejscowości Vik. Wulkaniczne skały tworzą tutaj nawet 120 metrowe klify, czy wielometrowe iglice wystające z oceanu, najwyższa z nich mierzy 56 metrów. Charakterystycznym punktem tego miejsca jest spory otwór w samym cyplu, stworzony przez erozję. Powstał dzięki temu imponujący łuk skalny, przez który swobodnie może przepłynąć łódź, a ponoć nawet znalazł się śmiałek który przez owy otwór przeleciał małym samolotem. To mogłoby być wszystko, ale Islandia lubi iść na całość i atrakcje rozdaje garściami. Warte uwagi są również okoliczne plaże, dość nietypowe bo koloru czarnego! Czarne plaże na Islandii zawdzięczają swój kolor skałom magmowym z których są zbudowane, głównie bazaltu. Rejkiawik a Vik dzieli około 190 km jadąc drogą numer 1.

Piękne i groźne klify Dyrhólaey
W oddali majaczą skalne iglice
Czarne plaże w Vik

Czarna plaża, ocean i skalne iglice

Ciekawostką jest że Dyrhólaey do 1918 roku było najbardziej na południe wysuniętym punktem Islandii. W 1918 roku po erupcji wulkanu Katla, tym punktem stało się Kötlutangi. Jednak sprawa nie jest tak oczywista, bo w nie tak dalekiej przyszłości Dyrhólaey może znowu stać się południowym przyczółkiem, powodem jest zmniejszanie się powierzchni Kötlutangi średnio o 100 m w ciągu 10 lat. No chyba że wulkan Katla znowu zechce namieszać geografom w mapach lub jeszcze inny wulkan stwierdzi że nie chce być gorszy.

Ciekawostką drugą jest że Dyrhólaey i czarne plaże są często planem filmowym. Kręcono tu choćby Gwiezdne Wojny Łotr 1, Star Treka, czy Grę o tron, choć ta ostatnia była kręcona w wielu miejscach na całej Islandii.

Lodowa laguna (Glacial lagoon), jezioro Jökulsárlón

Najdalszy punkt do którego udało nam się dojechać to jezioro Jökulsárlón. Powstaje ono z wody z topniejącego lodowca Vatnajökull (jest to największy lodowiec na Islandii i jeden z największych w Europie) i tworzy jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji Islandii, czyli lodową lagunę. Laguna ma powierzchnię około 20 km2. W 1932 roku cały obszar pokrywał lodowiec. Miejsce robi przyjemne wrażenie, ale latem na pewno dużo większe. Bryły topniejącego w słońcu lodowca przybierają barwę niebieską lub szarą od pyłów wulkanicznych. Zimą również warto się tu pojawić, my dotarliśmy chwilę przed zachodem słońca. Tak samo jak poprzednie atrakcje tak i lodowa laguna grała w kilku znanych filmach np. Zabójczy Widok z sagi filmów o Jamsie Bondzie, Tomb Rider, czy Hostel 2, co ciekawe w tym ostatnim grała włoski kurort spa.

Lodowa laguna zimą

Inne atrakcje

Na Islandii można robić jeszcze całe mnóstwo ciekawych rzeczy. Oprócz złotego kręgu, południowego wybrzeża czy lodowej laguny można udać się w dowolną część wyspy. My z racji ograniczonego czasu musieliśmy ograniczyć się do tych atrakcji. Choć postanowione jest że na Islandię na pewno wrócimy.

Co można robić zimą na Islandii? Parę rzeczy mogę podpowiedzieć choć nam się nie udało tego zrobić. Można zapolować na zorzę polarną! Tak, to jeden ze stałych elementów każdej wycieczki. My również polowaliśmy ale nie udało się jej zobaczyć, niby warunki mieliśmy znakomite ale jednak kapryśna Pani nie zaszczyciła nas swoim tańcem. Szkoda, bo miałem nadzieję że po raz drugi uda mi się zobaczyć to piękne zjawisko. Pierwszy raz udało mi się podczas polowania na zorzę w Finlandii.

Czy to zorza? Tak, ale dla mnie to za mało. Do poprawki!

Kolejną częstą, konieczną wręcz atrakcją do zaliczenia są gorące źródła. Te na Islandii występują bardzo często i są bardzo popularne. Wybór jest szeroki od komercyjnych basenów termalnych, po dzikie i niedostępne gorące źródła. Nam tym razem nie udało się skorzystać nad czym bardzo ubolewam. Jednak jeśli chcecie poczytać o nich więcej zapraszam na bloga Wapniaki w drodze gdzie znajdziecie sporo informacji o źródłach, oraz samej Islandii.

Są na Islandii też dość dziwne dla mnie atrakcje, ponoć ich popularność dziwi też samych Islandczyków. Popularne jest odwiedzanie opuszczonego basenu termalnego, ale po co? Ponoć woda w nim jest daleka od ideału, a warunki są dość kiepskie. Inną “śmieciową” atrakcją jest wrak samolotu Dakota, który również przyciąga rzesze turystów. Dziwi mnie bardzo że w okolicznościach tak pięknej i niesamowitej przyrody, wodospadów, wulkanów, lodowców i innych cudów, ludzie interesują się śmieciami pozostawionymi przez naszą cywilizację. Co smutne cywilizację śmieciarzy…

Na szczęście są jeszcze konie islandzkie. Rasa wyhodowana na Islandii i tutaj żyjąca. Konie są niskie i krępe, przypominają bardziej kuca, ale zaliczane są do rasy koni. Konie te są bardzo wytrzymałe i odporne na warunki atmosferyczne. To jedyna rasa koni żyjących na Islandii, a islandzkie prawo zabrania importowania koni, nawet islandzki koń wywieziony raz z Islandii nie może tutaj nigdy wrócić.

Piękne konie islandzkie

Konie islandzkie chodzą swobodnie nawet podczas zimy na Islandii

Islandia zimą. Kilka porad i faktów.

  • Podróżowanie po Islandii należy do dość drogich imprez. Dużo taniej wychodzi wynajęcie auta i podróżowanie na własną rękę. Zimą wynajęcie auta wychodzi dużo taniej niż w sezonie letnim, ale jest też dużo bardziej ryzykowne, bo drogi są często nieprzejezdne lub zamknięte. Dużym problemem może być też silny, boczny wiatr. Same drogi na Islandii są raczej wąskie i próżno szukać tu autostrad, ekspresówek lub chociaż szerokich jezdni z poboczem, jazda nimi może być bardzo męcząca, dlatego pokonywanie dużych dystansów stanowi spore wyzwanie.
Żeby poruszać się zimą wystarczy malutki wehikuł, choć trzeba mieć doświadczenie za kierownicą
  • Noclegi w Islandii to kolejne drogie przedsięwzięcie. Zimą spanie w namiotach jest raczej wyjściem dla “polarników”, a przeciętny turysta musi kombinować. Nie podam tutaj nikomu złotego środka, ale powiem że my nocowaliśmy u znajomych kilka nocy, a kilka w aucie. Tak spanie w aucie zimą na Islandii jest możliwe i powiem szczerze spodziewałem się że może być dużo gorzej niż było. Jeśli jednak wolisz skorzystać z oferty hoteli, możesz użyć wyszukiwarki booking.com. Wykonanie rezerwacji z podanego linku pomoże mi rozwijać nadal bloga. Zwróć uwagę żeby w miejscu noclegu była kuchnia, pozwoli to oszczędzić sporo na jedzeniu.
Islandia zimą i nocleg w samochodzie? To możliwe!
  • Jedzenie na Islandii to kwestia wyboru, w restauracjach jest bardzo drogo co w naszym wypadku je od razu dyskwalifikowało. Żeby trochę oszczędzić zabraliśmy z polski trochę produktów (kilka konserw mięsnych, tych z wysoką zawartością mięsa, bo nadają się zarówno na obiad z sosem jak i na chleb, sosy w proszku i parę rzeczy które przed wyjazdem mieliśmy w lodówce). Ceny są sporo wyższe niż w Polsce, ale podstawowe produkty (np. chleb, ryż, makarony) nie kosztują wcale tak dużo, łącząc je z przywiezionymi przez nas można zjeść pożywny obiad.
  • Sklep w którym warto robić zakupy to Bonus z charakterystyczną “parszywą” świnką skarbonką w logo, warto zapamiętać bo jest to bezapelacyjnie najtańszy sklep na Islandii. Jednak w razie potrzeby w Netto czy Kronanie również można kupić podstawowe produkt. Niestety w sklepach jest dość marny wybór, a większość produktów są importowane z kontynentalnej części Europy, więc ciężko znaleźć coś naprawdę ciekawego.
Bonus to najtańszy sklep na Islandii
  • Alkohol na Islandii i inne używki najlepiej sobie od razu odpuścić bo kosztują majątek. Dla przykładu 0,5L wódki Koskenkorva z Finlandii (najtańsza jaką widziałem) kosztuje na polskie około 120 zł. Za małe piwo w puszcze zapłacimy nie mniej jak 6 zł.
  • Temperatura zimą na Islandii wbrew temu co można myśleć wcale nie jest taka niska. Średnie temperatury spadają tylko trochę poniżej zera. Jednak opady i silne wiatry występują bardzo często dlatego odczuwalna temperatura może być dużo niższa niż ta którą wskazuje termometr. Islandzkie przysłowie mówi “Jeśli nie podoba Ci się aktualna pogoda, poczekaj pięć minut” i nie ma w tym ani krzty przesady. Pogoda na Islandii zimą jest nieobliczalna. Jeśli kiedyś myślałem że pogoda szybko się zmienia w górach to Islandia pokazała co to znaczy prawdziwa zmienność pogody!
Tablica informacyjna umieszczona na lotnisku w Keflaviku
  • Długość dnia zimą na Islandii to kwestia bardzo różna. Faktem jest że dzień jest bardzo krótki, ale między różnymi miesiącami są spore dysproporcje. W grudniu np dni są najkrótsze i trwają nie wiele ponad 4h, ale pod koniec stycznia (kiedy my byliśmy) trwał już około 6h. Warto wcześniej sprawdzić długość dnia w terminie przylotu na wyspę.

Zapraszam również do poczytania innych moich postów, choćby z Finlandii którą również odwiedzałem zimą:
https://www.podrozepanaszpaka.pl/category/finlandia


Jeśli spodobał Ci się ten post, lubisz zaglądać na mojego bloga i chcesz aby nadal go rozwijał zapraszam do wsparcia mnie przez platformę patronite. Każdy może zostać patronem bloga Podróże Pana Szpaka! Wesprzeć mnie możesz już od 3 zł miesięcznie. Dziękuję!


Podobał Ci się ten post? Chcesz o coś zapytać? A może masz jakieś swoje patenty na tanią Islandię zimą? Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza, a jeśli chcesz pomóc w rozwoju bloga to zachęcam do udostępnienia go dalej.

Comments

  1. PanMirek says:

    Co do noclegów, warto spać w różnego rodzaju domach dla gości (guest house). I warto się potargować, zwłaszcza jeżeli jest już późno. Poza tym, często mamy możliwość poznać lokalny koloryt. Najdrożej jest w zajazdach i hotelikach – że tak napiszę – ceny potrafią być “masakryczne”.

    1. Dziękuję bardzo za komentarz i uzupełnienie posta. Pozdrawiam serdecznie. 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *